piątek, 21 lipca 2017

Zgromadzenie cieni - V. E. Schwab

 Po lekturze tomu pierwszego nie mogłam oprzeć się wrażeniu, iż czegoś tej książce zabrakło. Mimo tego, że niewątpliwie przypadła mi ona do gustu, pewne mankamenty  takie jak niemożność zżycia się z bohaterami, ich pobieżne, jednowymiarowe przedstawienie czy też nieangażująca przez znaczną część pozycji fabuła   nie pozwoliły mi się w stu procentach opowiedzieć za jej geniuszem. Odkryłam go natomiast w pozostałych elementach; w niezwykły pokłosiu wyobraźni autorki, czyli świecie, w jakim żyć dane jest Kellowi, Bard, Rhyowi, w humorze oraz między innymi w zakończeniu, które obiecało mi wspaniałą kontynuacją. Czy takie właśnie było Zgromadzenie cieni? Lepsze od poprzednika?

 Lila zrobiła to, czego od dłuższego czasu pragnęła  uciekła. Zostawiła za sobą swój dom, Kella oraz Czerwony Londyn, wyłącznie po to by w towarzystwie służących pod sztandarem rodziny królewskiej piratów pokonywać morza i oceany, grabić, uczyć się magii oraz w przyszłości – zdobyć własny statek. Jednak tak charakterystyczna butność, jaka cechowała dziewczynę, po ponad 4 miesiącach wyprawy nie opuszcza złodziejki; wręcz przeciwnie, pcha ją ku coraz śmielszym oraz niebezpieczniejszym czynom.

 Kell utracił swobodę przemieszczenia się bezwiednie między światami. Nie mówiąc już o przenoszeniu między nimi jakichkolwiek przedmiotów! Przez fakt połączenia swojego życia z następcą tronu, rodzina królewska nie spuszcza oka z antariego, wiedząc, że cokolwiek przydarzy się jemu, skrzywdzi też Rhya. Jednak zbliża się magiczny turniej, w którym uczestniczą najlepsi magowie z okolicznych krain. Dzięki intrydze księcia, Kell staje się pod przykrywką jednym z zawodników rozgrywek. Podczas gdy Lila i Kell stawiają czoła własnym demonom, nikt nie zauważa, że tron Białego Londynu nie jest już pusty, a odrodzenie tego świata pociągnie za sobą konsekwencje.

Najbardziej ze wszystkiego nie obawiam się śmierci. 
Śmierć stanowi źródło cierpienia kogoś innego, żyjących.

 Muszę przyznać, że tom drugi serii V. E. Schwab podobał mi się znacznie bardziej, niżeli jego poprzednik. Obie części, co trzeba zaznaczyć, szczycą się niezwykle misternie skonstruowanym światem, którego rozległość oraz złożoność zachwyca coraz bardziej z każdą kolejno przewracaną stroną. Jednak Zgromadzenie cieni wydaje się lepiej dopracowane, pozbawione wad, które tak przeszkadzały mi podczas lektury Mroczniejszego odcienia magii. Przede wszystkim bohaterowie przestają być dominowani tylko przez jedną cechę charakteru. Zyskują wielowymiarowość; przeszłość, która wpleciona w fabułę wyraźnie pozwala lepiej zrozumieć dane postacie. Wątki każdego z nich, również dzięki znacznie większej objętości drugiego tomu, stają się rozleglejsze, ciekawsze  czytelnik bardziej angażuje się zarówno w fabułę, jak i losy samych postaci.

 I właśnie to postacie wychodzą na pierwszy plan w tej części historii. I choć nadal nie pałam zbytnią sympatią do panny Bard, to bardziej rozumiem jej postać. Postacie męskie, takie jak Kell i Rhy w moich oczach natomiast zyskały. Nim się zorientowałam, angażowałam się we wszelakie wątki z nimi powiązane. Wątki postaci głównej, żeńskiej, co niezwykle mnie zadziwiło, interesowały mnie nieomal w równej mierze, jednak nie ze względu na bohaterkę, lecz sposób prowadzenia akcji - interesujący, wartki, niepozwalający odłożyć książki na dłuższą chwilę. Prawdziwą perłą tej części jest jednak postać drugoplanowa   kapitan statku, na którym po opuszczeniu Czerwonego Londynu znalazła się Lila, Alucard.


Świat nie jest ani uczciwy, ani sprawiedliwy, a jednak w jakiś sposób potrafi utrzymać równowagę.

 Akcja powieści podzielona jest między wielu narratorów. Tradycyjnie poznajemy punkt widzenia Lili, Kella, czy też Rhya, jednak dane jest nam zajrzeć również w przerażające otchłanie umysłu nowego władcy Białego Londynu oraz chociażby Ojki, jego wiernej, zdolnej zrobić wszystko, byle tylko zadowolić swego mistrza, poddanej. I to właśnie wątek prowadzonych w ich świecie jest jednym z najciekawszych, najmroczniejszych, będący poniekąd zapowiedzią tego, co czekać może czytelnika w tomie kolejnym. Niepokój, zastępujący początkową dezorientację, pojawiającą się wraz z odkryciem narracji nowego władcy Białego Londynu, skrupulatnie wzrasta, mrok zagęszcza się, a czytelnik zaczyna rozumieć do jak nieuniknionego oraz zatrważającego końca to prowadzi.

 Tak jak w przypadku Mroczniejszego odcienia magii, atmosfera magii jest wręcz wyczuwalna między stronami. Świat skonstruowany przez V. E. Schwab rozwiera się przed nami coraz szerzej, ukazując nowe magiczne postacie, poszerzony, dotychczas znany nam świat oraz lepiej zgłębione alejki, którymi przechadzaliśmy się już podczas lektury poprzedniego tomu. Wyobraźnia autorki zdecydowanie zasługuje na wyróżnienie, spośród twórców dzisiejszej, często niestety sztampowej fantastyki. Tworzy ona bowiem świat, który pochłania, któremu wierzymy, którego pozorna realność wydaje się zwodzić nas na każdym kroku.

 Kolejnym elementem godnym wyróżnienia jest akcja. Zacznę może od samego początku, ponieważ wydarzenia tam przedstawione od razu obiecują czytelnikowi pełną przygód, niebezpieczeństw oraz humoru fabułę, której nie będzie w stanie ot tak odłożyć na później. Tak, jak w przypadku pierwszej części oraz pierwszych występujących w niej rozdziałach, miałam duży problem z zainteresowaniem akcją, tak w Zgromadzeniu cieni nieomal od pierwszych zdań wpadłam w wir przygód, jakie zaoferowała mi pewna niesforna, butna, impulsywna oraz chętna do zwad Lila Bard! Mimo, iż nie jestem do końca przekonana co do jej postaci, towarzyszącej jej działaniom lekkomyślności oraz niekiedy głupoty, to jest ona bohaterką wprowadzającą pozytywny rodzaj zamętu, osobą nakręcającą akcję oraz sprawiającą, że czytelnik nigdy nie wie, co stanie się zaraz, jakie działania z przeszłości odbiją się na dziewczynie w teraźniejszości oraz czy w ogóle wyjdzie ona z danej sytuacji zwycięsko!


Nie wiem, dlaczego wy dwoje krążycie wokół siebie jak gwiazdy. 
Taki kosmiczny taniec to nie moja bajka.

 Sam pomysł turnieju magicznego wprowadzonego, wydawać by się mogło po raz setny, w literaturze fantastycznej, opiera się na zaskakująco prostej zasadzie   pojedynkach. Nie jest on również głównym elementem fabuły, choć stanowi jego ważną część. To wokół niego kręcą się jedne z ważniejszych wydarzeń, to dzięki niemu postacie ewoluują, to dzięki niemu dane jest poznać czytelnikowi specyfikę innych krain świata w którym żyje Kell. Uważam ten wątek za bardzo udany oraz intrygujący. Opisy pojedynków, czego bardzo się bałam nie są rozpisywane na dziesiątkach stron  przy ich ilości byłoby bowiem to nużące  lecz są niekiedy streszczane w kilku, bądź kilkunastu zdań, w przypadku potyczek mniej dla fabuły znaczących. Również formuła samego turnieju wydaje się przemyślana oraz wyróżniająca się na tle pozostałych, tego typu podobnych zabiegów w innych przedstawicielach gatunku.

 Romans. W pierwszej części nie istniał on niemal wcale, w tomie drugim ma on miejsce jest on jednak wątkiem tak subtelnym oraz nikłym, że dla wielbiciela akcji oraz budowania świata, nie relacji miłosnych między bohaterami, w żaden sposób to nie zrazi do kontynuacji lektury. Uważam, że relacja między Kellem a Lilą oraz dwójką innych bohaterów jest bardzo dobrze skonstruowana, pozbawiona patosu oraz zbytecznej dramaturgii. Nie mogę się doczekać, aż poznam rozwinięcie wątków tych par w kolejnej części, choć zakończenie Zgromadzenia cieni, nie obiecuje usłanej różami przyszłości dla co po niektórych.

 No właśnie zakończenia  nieco przewidywalne, przynajmniej dla mnie, bardzo wartkie oraz obiecujące niebywale dobry tom kolejny. Momenty przedstawione na ostatnich kartach powieści, zostawiają czytelnika w takim miejscu, w którym lubują zostawiać go wszyscy autorzy wielotomowych serii  emocjonalnym, urwanym w pół, pełnym pytań, pozbawionym odpowiedzi. Szczerze mam nadzieję, szybko móc przeczytać 3 część serii V. E. Schwab.


Popraw koronę, mój książę - zawołał, kiedy dotarł do drzwi. 
- Przekrzywiła się.

 Podsumowując, mogę śmiało stwierdzić, że po serię sięgnąć warto, chociażby dla wyjątkowego świata, który z każdą kolejną częścią wydaje się rozrastać, pochłaniać nas coraz mocniej oraz intrygować swoją złożonością. Zgromadzenie cieni to pozycja pozbawiona wad swojej poprzedniczki, świetna pod względem fabularnym, angażująca oraz z posiadająca bohaterów, z którymi wreszcie chcemy obcować! Z niecierpliwością czekam na rozwinięcie wszystkich wątków, na otwarcie nowych, na większą ilość zaskoczeń oraz magii, na Kella, Alcurda, Rhya, Lilę oraz innych! Koniecznie musicie zapoznać się z tą serią!

 Recenzja powstała we współpracy z wydawnictwem Zysk i S-ka.
★★★★★★★★☆

6 komentarzy:

  1. Cieszy mnie, że ten tom okazał się lepszy od pierwszego, bo "Mroczniejszy odcień magii" był dobrą książką, ale mnie nie zachwyciła. "Zgromadzenie cieni" już czeka w stosiku do przeczytania i mam nadzieję, że niebawem nadarzy się okazja by po nią sięgnąć.
    Pozdrawiam!
    houseofreaders.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miałam dokładnie takie same odczucia odnośnie pierwszego tomu!

      Usuń
  2. Brzmi magicznie, lubie takie tytuły. No i plus za lepszą drugą część, to podnosi poprzeczkę i wzmaga apetyt na ciąg dalszy. Jestem bardzo ciekawa tej serii :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Boziu, wokół tej książki jest tyle szumu, a w moich lepkich , czytelniczych łapkach jeszcze jej nie ma! I teraz jeszcze fakt, że druga część podnosi poprzeczkę. Chyba zmusiłaś mnie do podreptania jutro do księgarni :-P.

    Pozdrawiam ! wiska-czyta.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Seria naprawdę warta zapoznania! Nie mogę się doczekać kolejnego tomu.

      Usuń

Dzień dobry (czy też dobry wieczór) drogi książkoholiku!
Każdy pozostawiony przez Ciebie komentarz to dla mnie ogromna dawka motywacji. Chętnie poczytam o Twoich przemyśleniach względem omawianej pozycji, postu, odpowiem na nurtujące Cię pytania, postaram się zrobić wszystko co w mojej mocy, by Ci pomóc!
Koniecznie pozostaw również link do swojej działalności internetowej.

Copyright © Szablon wykonany przez Blonparia