piątek, 28 lipca 2017

kieszonkowe recenzje #1 (nocny film, ślepnąc od świateł, chemia śmierci)


 Panie, Panowie, kochani czytelnicy, nałogowi pochłaniacze książek, oficjalnie przedstawiam Wam pierwszy z serii (nie niefortunnych zdarzeń, jak mam nadzieję) post kieszonkowych recenzji. I wcale nie było tak (sarkazm), że nazwa powstała zainspirowana wersją wydania dwóch z trzech omawianych dzisiaj książek, jaką dane mi było kupić, posiadać oraz ostatecznie czytać. Mam nadzieję, że taki sposób na przekazywanie mojej opinii na temat przeczytanych ostatnio pozycji, których z powodu braku czasu, nie zrecenzuję w formie dłuższej, przypadnie Wam do gustu. Liczę, zresztą jak zwykle, na dyskusję, ciekawe komentarze, opinie oraz zwyczajne opowieści z życia książkoholika wzięte!

   _______________________________________________________________________

 Sięgnęłam po Żulczyka bo znany, bo wszędzie wychwalany, bo cytaty z jego powieści niezwykle trafnie zresztą opisujące ludzką egzystencję oraz otaczający człowieka świat można odnaleźć wszędzie. Kawałek po kawałku, a trwać to trwało ponad tydzień i miejsce miało we wszystkich chyba możliwych tramwajach oraz autobusach komunikacji miejskiej w Poznaniu, zagłębiałam się w powieść Ślepnąć od świateł. Zagłębiałam  to niezwykle trafne określenie lektury tej pozycji, gdyż miasto, które przedstawia nam autor (Warszawa) to bagno, istne bagno, w którym ludzie zaraz po zapadnięciu zmroku chowają się w największych melinach i najdalszych zakamarkach swojego jestestwa, oddając się prymitywnym zachciankom rzeczywistości, do której okiełznania, niczym powietrza potrzebują narkotyków. I tę właśnie potrzebę zaspokaja główny bohater powieści, czyli Jacek. To on prowadzi nas po mieście ukrytą za fasadą neonów oraz normalności, które nocą zamienia się otchłań, gotową pochłonąć każdego, kto tylko znajdzie się zbyt blisko. Diler narkotyków w książce Żulczyka obnaża życie, pokazuje je zza jego kulis, gdzie panuje zamęt, dalece odległy od sztuki pokazywanej za dnia. Książka  – niezwykle miejscami wulgarna –  jest świetnie napisana. Przemierzając kolejne kartki, razem z bohaterami schodek po schodku, znajdujemy się coraz niżej w drabince ludzkiej moralności, odkrywając złudę jaką karmi nas codzienność. Dobrze zarysowani bohaterowie, szybka, dynamiczna momentami akcja; wiem na pewno, że sięgnę po kolejne książki tego autora. Są one jednak specyficzne i nie każdemu przypadną do gustu.
________________________________________________________________________
 Książka leżała na mojej półce od ponad roku. Nęciła piękną okładką, intrygującą fabułą oraz licznymi zamieszczonymi w środku grafikami, odnoszącymi się do treści powieści. W końcu niesiona przeczuciem, przypadkiem  zwał, jak zwał  zdjęłam z półki dzieło Marishy Pessl i... dawno nie doświadczyłam takiego zawodu podczas czytania pierwszych rozdziałów powieści tak, jak miało to miejsce w tym wypadku. Gotowa byłam stwierdzić, że będzie mi dane spotkanie z pierwszą złą, książkową pozycją od miesięcy. Jakże się myliłam! Po pokonaniu około jednej trzeciej tego tomiszcza, wpadłam w fabułę tak, jak dawno nie miało to miejsca. To książka specyficzna, balansująca na granicy kryminału oraz horroru. Miota czytelnikiem pomiędzy kolejnymi teoriami, pozostawiając na dobrą sprawą, z kompletną niepewnością co do prawdy. Z atmosferą wręcz unoszącą się nad kartami uwodzi, wciągając coraz głębiej w mrożący niekiedy krew w żyłach świat reżysera kina grozy  Cordovy oraz jego dwudziestoczteroletniej córki Ashley, która z niewyjaśnionych przyczyn popełniła samobójstwo. Narratorem powieści staje się Scott  reporter, który niegdyś zagłębił się w świat tajemniczego reżysera, jednak został z niego brutalnie wypchnięty  postanawia on ponownie przyjrzeć się bliżej sprawie, by odkryć prawdę, jaka stoi za śmiercią młodej kobiety, nie wierząc, by ta sama mogła odebrać sobie życie. Do tej powieści trzeba podchodzić w otwartym umysłem, zdecydowanie. Trzeba być również bardzo uważnym, śledzić poszlaki, łączyć fakty, gdyż koniec końców okazuje się, że wszystko miało sens; każdy wydawać by się mogło nieznaczący, pominięty szczegół. Zdecydowanie polecam, szczególnie osobom łaknącym czegoś nowego, pełnego humoru oraz grozy, absorbującego oraz lawirującego między jawą, a snem, fikcją i realnością, prawdą i urojeniem.
________________________________________________________________________
 To moje drugie spotkanie z Beckettem. Trzy lata temu przeczytałam Zapisane w kościach, czyli drugi tom cyklu o antropologu sądowym Davidzie Hunterze. Powiedziano mi, po omyłkowym otrzymaniu części drugiej, zamiast pierwszej, że odwrócona lektura nie zmieni wiele, nie przejęłam się więc pomyłką i rozpoczęłam lekturę. Po latach, z okropnym opóźnieniem, postanowiłam nareszcie poznać początek historii! Przede wszystkim, co pragnę zaznaczyć na wstępie, drugi tom jest znacznie lepszy, jednak nie oznacza to, że Chemia śmierci jest beznadziejna. Co to, to nie! Nieco przewidywalny, acz niezwykle wciągający kryminał. Idealny na jedno popołudnie oraz ciągnący się za nim letni wieczór. Dostrzegłam ponownie to, co urzekło mnie w tym autorze te kilka lat temu  ciekawe motywacje morderców, biologiczne podejście do omawianych spraw, skrzętne zmylanie czytelnika oraz historie nie pozwalające oderwać się od powieści na dłuższą chwilę. Jeśli szukacie dobrych kryminałów do poczytania na lato, z całego serca mogę Wam polecić tego autora. Sama mam nadzieję niebawem zabrać się za pozostałe dzieła Simona Becketta.
________________________________________________________________________
Czytaliście którąś z nich? Co czytacie? Może pochwalicie się ostatnio kupionymi pozycjami? Zapraszam do dyskusji!

5 komentarzy:

  1. "Chemię śmierci" uwielbiam! Wszystkie książki Simona Becketta to według mnie strzał w dziesiątkę :)
    Pozdrawiam, maobmaze

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam za sobą dopiero dwie, ale nie mogę się doczekać kolejnych. To Beckett przekonał mnie do kryminałów!

      Usuń
  2. Od jakiegoś czasu bardzo czekam, aż wreszcie wpadnie mi w ręce Żulczyk ;) Mam nadzieję, że się nie zawiodę, gdy to nastąpi ;)

    Pozdrawiam, febliki

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Drogi moje i Żulczyka długo się nie przecinały, lecz gdy to zrobiły, stwierdzam, że warto było czekać. Autor pisze specyficznie, nie każdemu przypadnie do gustu, jednak trzymam kciuki, że się nie zawiedziesz!

      Usuń
  3. "Nocny film" ostatnio polecał mi znajomi, Ale w końcu nie pobyczylam tej książki od niegobi teraz trochę żałuję 😊 pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń

Dzień dobry (czy też dobry wieczór) drogi książkoholiku!
Każdy pozostawiony przez Ciebie komentarz to dla mnie ogromna dawka motywacji. Chętnie poczytam o Twoich przemyśleniach względem omawianej pozycji, postu, odpowiem na nurtujące Cię pytania, postaram się zrobić wszystko co w mojej mocy, by Ci pomóc!
Koniecznie pozostaw również link do swojej działalności internetowej.

Copyright © Szablon wykonany przez Blonparia