Wiatrodziej - Susan Dennard

5/31/2017 0 Comments A+ a-

 Pierwszy tom serii Susan Dennard pozostawił mnie z pewnymi oczekiwaniami odnośnie kontynuacji. Był on ponad wszelką miarę poprawny, intrygujący oraz wciągający, jednak czegoś w nim, mimo wszystko, brakowało. Być może większej zręczności w tworzeniu, umiejętności kreacji bohaterów, który zaangażują emocjonalnie czytelnika, czy też podania mu opowieści, która nie będzie tylko i wyłącznie miłą przygodą? Prawdodziejka była jak mam wrażenie jedynie prologiem; przedstawieniem świata, który na kartach następnych części będzie się rozwijał. Czy więc autorka w drugim tomie swej serii rozwinęła swój talent oraz przedstawiła czytelnikom prawdziwy potencjał kryjący się w Czaroziemach?

Czasem najmądrzejsze wyjście wydaje się tym najgłupszym.
 Iseult i Safi nigdy jeszcze nie były w takich tarapatach. Są one szczególnie groźne, ponieważ czarodziejki muszą stawiać im czoła bez siebie nawzajem - samotne, osłabione, wplątane w niepewne oraz nieoczekiwane sojusze, choć nawet i to słowo wydaje się na wyrost w odniesieniu do ich sytuacji. Merik natomiast wkracza na coraz ciemniejszą ścieżkę próbując zdemaskować udział swej siostry w zamachu na siebie oraz swoją załogę. Pogrążony w rozpaczy i żądzy zemsty stara się również zrozumieć samego siebie oraz to kim się stał...

 Zacznę może od tego, że ten tom podobał mi się bardziej, niżeli jego poprzednik. Widać tu wyraźnie większą konsekwencję w tworzeniu, ciekawsze rozwinięcie wątków, staranniejsze budowanie relacji. Istotą tej części jest akcja; dynamiczna, nieprzerwana, zaskakująca. Czytelnik nigdy nie wie, zza którego rogu wyjdzie wróg, a zza którego przyjaciel, jakie stworzy, czy też potwory wypełzną z ciemności, bądź jakie decyzje podejmą bohaterowie. Co najciekawsze, to ostatni powód niepewności, wydaje się być najbardziej absorbującym czytelnika elementem. Tak jak w poprzedniej części, to przyjaźń tworzyła jeden z najważniejszych elementów, tak w tym tomie zepchnięte na poboczne, wciąż jednak ważna, ustąpiła innych relacjom, których rozwój stanowi intrygujący dla odbiorcy wątek.

 W przypadku serii Susan Dennerd, a w szczególności Wiatrodzieja można z czystym serce orzec, iż romans stanowi szczątkowy element tej snutej przez Amerykankę opowieści. Można pokusić się nawet o stwierdzenie, że... nie występuje. Autorka w tej części nieomal całą swoją uwagę poświęciła budowie świata otaczającego stworzonych przez nią bohaterów oraz ich uwiarygadnianiu. Poznajemy, głównie dzięki podzielonej na najważniejsze postacie narracji, ich przeszłość, motywacje, cele a także pobudki warunkujące obierane przez nich w życiu ścieżki. Stają się oni wielowymiarowi oraz niezdominowani jedynie przez władające nimi uczucia, jak to czyni wielu pisarzy fantastyki, spychając tym samym na dalszy świat to, co w tym gatunku najważniejsze - świat, postacie, magię i wyobraźnię.

Wolność ma różne odcienie. Całkowita wolność nie zawsze jest dobra, a jej brak nie zawsze zły.
 O świecie mówiąc, Wiatrodziej upewnił mnie jedynie w przekonaniu, które towarzyszyło mi podczas lektury Prawdodziejki; mianowicie, że wyobraźnia Susan Dennard musi być naprawdę ciekawym miejscem. Stworzyła ona bowiem niezwykle przemyślany, misterny świat, któremu wiarygodności autorka przydaje z każdym rozdziałem, wplatając pomiędzy dialogi oraz akcję ciekawostki, wierzenia, opisy otaczającego postacie, pełnego magii oraz brutalności świata. Nie jest to też taka lekka i przyjemna fantastyka. Używając popularnego wyrażenia, które idealnie oddaje sytuacje w książce przedstawione  - trup ściele się gęsto.

 Razem z bohaterami nieomal od pierwszych stron wpadamy w wir wydarzeń, który wydaje się nie kończyć. Jedno zdarzenie swym końcem, pobudza kolejne do życia. Efekt dynamizmu podjudza dodatkowo fakt, iż szczególnie przy zakończeniu tomu rozdziały są bardzo krótkie. Dowiadując się o zwrocie akcji w narracji jednego bohatera, zostajemy brutalnie przerzuceniu do opowieści kolejnych, mogąc poznać rozwiązanie dramatycznych zdarzeń dopiero po pokonaniu kilku, niekiedy równie emocjonujących rozdziałów. Również język, którym napisana jest powieść sprawia, że czytelnik pędzi między stronami nieuchronnie zmierzając ku zakończeniu, szybciej niżeli by sobie tego życzył.

 Jak już wcześniej kilkakrotnie wspominałam narracja jest podzielona pomiędzy najważniejsze, występujące na kartach książki postacie. Niezmiennie, towarzyszą nam bardzo dobrze poznane w pierwszej części Więziosiostry, cyli Safi i Iseult. Jak można się spodziewać na spokój i brak akcji w ich historiach narzekać nie można. Kolejną postacią, której perspektywę, w sposób pogłębiony poznajemy jest Merik, czyli tytułowy Wiatrodziej. Wydawać by się mogło, że dzięki występowaniu jego postaci na okładce, będzie on zajmował znaczną część akcji oraz w konsekwencji narracji, jednak nie do końca tak było... Mogę się mylić, jednak odnoszę wrażenie, iż perspektywa została rozdzielona w tym tomie w miarę po równo. Jedynymi elementami mogącymi świadczyć o znaczeniu Merika w tej części jest fakt, iż to jego rozdziały zaczynają oraz kończą książkę, a także to, że głosu udzielono również osobie księciu bliskiej, czyli jego siostrze. Ostatnim magiem, którego perspektywę poznajemy jest Krwiodziej, pojawiający się w części pierwszej jako postać drugoplanowa.

Zmieniała tylko maski, mając nadzieję, że któraś wreszcie będzie pasować do jej twarzy, że któraś w końcu wypędzi z jej serca to dojmujące uczucie pustki.
 Osobiście za postacie najciekawsze uważam Więziodziejkę i Krwiodzieja. Zarówno sami bohaterowie, jak i wątki z nimi związane nadzwyczaj dobrze mi się czytało. Na ich narrację również czekałam z największym wytęsknieniem. Wraz z zakończeniem książki pojawiło się wiele pytań, na które pragnęłabym poznać odpowiedzi. Sam rozwój postaci również zadecydował o mojej sympatii, gdyż poszedł w kierunku, który zapowiada się obiecująco. Warto również zauważyć, że tom trzeci serii będzie miał tytuł Krwiodziej, co jak mam nadzieję jest obietnicą rozwinięcia wątków Mnicha. Wierzę także, że niepewna relacja tej dwójki, która zawiązała się w Wiatrodzieju odnajdzie właściwy tor w kolejnej części. 

 Susan Dennard pisze w sposób, który pozwala płynnie oraz szybko przeskakiwać między rozdziałami. Nie jest to jednak język przeciętny, powszechnie w literaturze młodzieżowej spotykany. Niewątpliwie odznacza się on pewną charakterystyczną nutą, która pozwoliłaby czytelnikowi odróżnić fragment książki Dennard od innego autora z tego gatunku. Należy jednak pamiętać, iż nie jest to język górnolotny, przeznaczony raczej dla młodego odbiorcy, który swą płynnością oraz dynamizmem sprawia, że lektura jest jeszcze szybsza i przyjemniejsza. W tej części również odbiorca nie jest tak bardzo zasypywany utworzonymi przez autorkę na potrzeby powieści nazwami, które sprawiały taką trudność we wciągnięciu się w książkę przy początku części pierwszej historii czarodziejów z Czaroziem.

 Prawdodziejka czy Wiatrodziej? Mimo mojej sympatii do części pierwszej, odpowiedź bez żadnych wątpliwości odpowiedź brzmi - Wiatrodziej. Tom drugi jest wręcz naszpikowany większą ilością akcji, ciekawych wątków oraz bohaterów, których przygody angażują. Widać również progres, który Susan Dennard poczyniła od napisania części pierwszej - zarówno w warstwie językowej oraz twórczej. Czytelnik we Wiatrodzieju z niecierpliwością przewraca strony, poznaje kolejne zakamarki Czaroziem - jej mieszkańców, największe koszmary oraz realia, a także śledzi bohaterów i ich relacje, których przyszłość może przybrać różne barwy.

Wszystko w tym świecie ma wiele kolorów. Wiele odcieni szarości niemieszczących się w twojej czarno-białej wizji świata, w której istnieje tylko prawda lub fałsz.
 Podsumowując, mogę Wam polecić serię Susan Dennard. To naprawdę dobry kawałek fantastyki, któremu coraz mniej brakuje do topowych powieści z tego gatunku. Jeśli progres jest możliwie stały, kolejna część (Krwiodziej) będzie jedną z moich najbardziej wyczekiwanych premier tego, bądź przyszłego roku. Myślę, że warto postawić stopę na Czaroziemiu, razem z Safi i Iseult pakować się w kolejne tarapaty, uciekać przed Krwiodziejem, umierać... lecz nie do końca oraz szukać zemsty, nawet jeśli osoba, w którą stronę jest ona wymierzona, należy do naszej rodziny. Pełna akcji, z oryginalnym, interesującym światem oraz wyrazistymi bohaterami - oto idealne podsumowanie dzieła młodej, amerykańskiej pisarki oraz przyjaciółki Sarah J. Maas.

 Za egzemplarz książki dziękuję Wydawnictwu SQN!
★★★★★★☆☆☆

Jestem przeciętną nastolatką o nieprzeciętnej wyobraźni i biblioteczce. Uwielbiam wyzwania, godziny spędzone na czytaniu, poznawaniu nowych światów, zakochiwaniu się od nowa i od nowa w bohaterach danego utworu. Wręcz żyje i oddycham słowami.

Witaj! Podziel się ze mną swoją opinią na temat recenzowanej książki, opowiedz mi o przeczytanych przez Ciebie książkach o zabawnych wydarzeniach z życia wziętych! :)