niedziela, 18 września 2016

Księga ryb Williama Goulda

 Richard Flanagan jest autorem, któremu swymi dziełami nie udało się przejść bez echa na literackiej arenie światowej. Wszelakie nagrody, jakie otrzymał w swoim pisarskim dorobku, w wyrazie uznania jego twórczości są zdecydowanie zasłużonym ukoronowaniem jego pracy, talentu oraz duszy włożonej w napisanie każdej ze swoich powieści. Nazwanie go jednym z ważniejszych twórców przełomu XX i XXI wieku nie jest stwierdzeniem przesadzonym, czemu przytakują zarówno krytycy, jak i zwyczajni czytelnicy z najróżniejszych stron świata. Osobiście, jako przedstawiciel drugiej kategorii przytakuję, nie - wykrzykuję prawdziwość wymienionej w poprzednim zdaniu tezy, ponieważ uważam, że jest to autor, który powoli staje się klasykiem za życia. Jego książki nie są w stanie przejść bez echa, one za każdym razem manifestują głośno i wyraźnie, swój geniusz, swoją prawdziwość, brutalność oraz kunszt, jakim wyróżnia się ich autor. Nie było inaczej również i tym razem.

sobota, 10 września 2016

Podsumowanie czytelnicze wakacji (2016)!

 Mówi się, że w okresie wakacyjnym, czytanie książek dla każdego wielbiciela literatury do podstawa do zapełnienia tego dwumiesięcznego okresu. Osobiście bardzo chciałam poświęcić słowu pisanemu możliwie jak najwięcej czasu, jednak nie zawsze nadarzały się ku temu sposobności. Jestem zadowolona z wyniku jaki ostatecznie otrzymałam. Mogłam przeczytać więcej, owszem. Mogłam jednak przeczytać także zdecydowanie mniej. Książki wybierałam na chybił trafił, poszukiwałam tytułów, które w danym momencie najbardziej do mnie przemawiały. I tak przez moje dłonie, moje myśli, wypełniając mój czas przewinęło się piętnaście pozycji. Jedne genialne, jedne przeciętne, jedne beznadziejne. Zapraszam do dogłębniejszego zapoznania się z tytułami, które zdołałam przeczytać w wakacje.

czwartek, 1 września 2016

Prawo Mojżesza - Amy Harmon

 Napis na okładce dzieła Amy Harmon sugeruje czytelnikowi, by ten zaopatrzył się w pudełko chusteczek, wodoodporny tusz w przypadku płci pięknej oraz nastawienie, będące gotowością na wszechogarniający smutek, mogący być efektem ubocznym lektury tej pozycji. Happy end - w moim odczuciu często przerysowany, nierealny twór występujący w historiach miłosnych; wymysł nawet nie stojący obok realnego życia. Nie lubię tego rodzaju zakończeń, gdyż wszystkie są z zasady takie same. Traci na nich nawet sama historia, jej przewidywalność oraz sposób w jaki zostanie odebrana, a także zapamiętana przez czytelnika. Widząc więc napis na okładce przekonujący mnie, iż historia ta nie zakończy się szczęśliwie, czy też cukierkowo, sięgnęłam po nią z rosnącym zainteresowaniem. Czy dzieło Amy Harmon było tak smutne i wzruszające jak obiecywano?

Copyright © Szablon wykonany przez Blonparia