niedziela, 16 października 2016

Prawdodziejka - Susan Dennard

 Rekomendacja Sarah J. Maas na okładce Prawdodziejki niemal na wstępie obiecuje czytelnikowi wyrafinowaną, fantastyczną przygodę, której autorka, wedle jej słów, dzięki swej wspaniałej, magicznej serii przejdzie do kanonu gatunku. Jakże, więc nie ufać jednemu z czołowych twórców fantastyki, której serie niezmiennie biją rekordy popularności? Jako osoba, dla której ów gatunek jest jednym z dwóch najczęściej w literaturze wybieranych, nie mogłam przejść obojętnie obok dzieła Susan Dehnard. Złożyło się na to wiele czynników, nie tylko entuzjastyczny odbiór jednej z moich ulubionych autorek, lecz również niezwykle intrygujący opis, dobre przyjęcie książki za granicą oraz obietnica odejścia od znanych wszem i wobec w kręgu czytelników schematów. Jednak czy Susan
Dehnard zasługuje na wieszczone jej przez przyjaciółkę po fachu miano?

 Safi i Iseult wpadły w tarapaty. Znowu... Tym razem jednak konsekwencje ich pomyłki mają bardziej dalekosiężny wymiar - narażają się bowiem na gniew potężnego oraz szerzącego strach krwiodzieja, maga potrafiącego wytropić każdego dzięki zapachowi jego krwi. Gdyby tego było mało, coraz więcej osób zaczyna upominać się o niezwykle rzadki dar Safi, jakim jest prawdodziejstwo - zdolność do przejrzenia kłamstwa oraz ujrzenia prawdziwych intencji danej osoby. W konsekwencji więziosiostry muszą uciekać dalej niż kiedykolwiek podczas gdy nieświadomie stają się ważnymi pionkami w grze o utrzymanie zawartego dwadzieścia lat temu Rozejmu pomiędzy państwami leżącymi w Czaroziemach. Magia, pradawne stworzenia oraz niebezpieczne kontrakty. A dla Safi i Iseult to dopiero początek...

Był dobry. Najlepszy wojownik, z którym kiedykolwiek walczyła.
Ale Safi i Iseult były lepsze.
 Miałam spory problem z początkiem tej książki, co w żaden z sposób nie jest powiązane z jej poziomem. Było to spowodowane natłokiem stworzonych przez autorkę nazw określających dla przykładu rodzaje żyjących na terenie Czaroziem magów, zasad ich mocami rządzących, czy też słów określających specyficzne relacje między bohaterami. Pierwsze sto stron było powolnym wkraczaniem, rozumieniem świata, którym zasypała nas autorka. Można rzec - wpuszcza ona czytelnika na głęboką wodę, ponieważ w większości przypadku, w fazie początkowej książki osoba dopiero wkraczająca w świat Czaroziem musi rozwikłać wszelakie niuanse niemal na własną rękę. Natomiast występujące już opisy zdolności są niekiedy na tyle niejasne, że ich istotę poznajemy dopiero dzięki konkretnym przykładom ich działania.

 Chcę jednak zaznaczyć, iż książka mimo drobnych mankamentów naprawdę mi się podobała. Po pokonaniu pierwszych stu stron Prawdodziejka stała się interesującą oraz niezwykle wciągającą lekturą. Zżyłam się z bohaterami oraz z uwagą zaczęłam śledzić subtelnie klarujące się wątki miłosne. Dzieło Susan Dennard to książka idealna dla fanów akcji oraz niebanalnej fantastyki. Elementem równie istotnym jest fakt, iż brak tu tak dobrze znanych wszystkim schematów jakimi są chociażby trójkąty miłosne. Autorka niewątpliwie stworzyła coś nowego, coś czym może zaintrygować oraz rozciągnąć swą wyobraźnią w naprawdę obiecujące tereny, których przemierzanie dla czytelnika będzie prawdziwą przyjemnością, godną porównania do emocji towarzyszących lekturze popularniejszych serii fantastycznych.

 Opowieść rozgrywająca się na terenie Czaroziem ma swoisty klimat przesiąknięty do cna magią, morską żeglugą oraz więzią gotową stawić czoła największym próbom. Podczas lektury, mimo oryginalności nie można jednak pozbyć się mimowolnie nachodzących porównań. Książka ta niewątpliwie przypadnie do gustu wielbicielom Trylogii Grisza oraz znanej serii Sarah J. Maas. Zachowuje jednak charakterystyczną, osobliwą aurę, która niczym za sprawą Wiatrodzieja owiewa czytelnika pozostając z nim do końca trwania opowieści... a nawet troszkę dłużej. Sądzę, iż w kolejnych częściach swej serii, Susan Dennard uda się dodać swemu pióru ostatnie szlify, które wzniosą ją do miana współczesnych, czołowych przedstawicieli gatunku. Wierzę, że Prawdodziejka była jedynie przedbiegiem, że autorka w kolejnych częściach w pełni rozwinie skrzydła oraz ukaże nam jeszcze mroczniejszy, jeszcze bardziej wciągający oraz nietuzinkowy, fantastyczny świat.

 Świat, którym już w pierwszych rozdziałach zaczęła szczelnie otaczać nas autorka zaskakuje wielowymiarowością. Na jego rozległych terenach nie odnajdziemy jedynie dynamicznej akcji, lecz również różnorakie, skomplikowane wątki polityczne oraz ciekawie zarysowane postacie. Czaroziemie mają przeszłość, która swe echo coraz wyraźniej odciska w teraźniejszości. Mamy do czynienia z  czymś w rodzaju mitologii, na ten moment jedynie delikatnie przez autorkę poruszonej. Myślę, iż jest to wstęp do wątków, które dopiero zostaną czytelnikowi przedstawione na dalszym etapie historii. Spotykamy pradawne stworzenia, tajemne miejsca oraz mity, które okazują się mieć odniesienia w rzeczywistości. Świat na naszych oczach rozrasta się na wszystkie strony, ukazując naszym oczom krainę niezwykle dobrze skonstruowaną, skomplikowaną oraz wielowymiarową.

 Pierwszoplanowi bohaterowie są wyraźnie wykreowani. Nie są kryształowi; mają swoje wady oraz piętna przeszłości, które niekiedy potrafią oddziaływać na nich w najmniej oczekiwanych momentach. Sama narracja pozwala czytelnikowi zajrzeć w historię głębiej, niżeli w przypadku opowieści jednej osoby z całej rzeszy bohaterów. Patrzymy na otaczający ich świat nie tylko oczami Safi, tytułowej Prawdodziejki, lecz również jej więziosiostry - Iseult, tropiącego je krwiodzieja oraz Merika - księcia, który dla dobra swego państwa jest gotów zrobić naprawdę wiele. Co mnie naprawdę ujęło to fakt, że każda postać była oryginalna, nie była powieleniem innej. Niektóre z nich zostały jednak potraktowane po macoszemu, co mam nadzieję zostanie poprawione w kolejnych częściach serii. Ciężko było zżyć się z postaciami nie występującymi jako pierwszoplanowe, gdyż ich nikły opis oraz występowanie, ważyły na obojętności w stosunku do ich losów. Autorka zbytnią wagę przywiązała do przedstawienia bohaterów grających pierwsze skrzypce i nieco zapomniała o tych, niekiedy równie istotnych.

 To nie polityka ani ucieczka były najważniejszymi tematami tej historii. Była to przyjaźń, czy też raczej szczególna więź łącząca Iseult i Safi, zwana więziosiostrzeństwem. Pierwszy raz w przypadku lektury książki fantastycznej, czy też pochodzącej z innego gatunku przyjaźń jest wątkiem istotniejszym, bardziej zarysowanym niżeli miłość. Relacja łącząca te dwie bohaterki, jest niezwykle podkreślona. Każda z nich gotowa jest skoczyć za drugą w ogień. Opis ich wzajemnej relacji oraz dialogi, sytuacje je tworzące sprawiają, że czytelnik zżywa się z tymi czarodziejkami oraz gorąco kibicuje ich niemal, siostrzanym stosunkom. Co również za ich sprawą zostało wprowadzone to humor, który niejednokrotnie wywołuje na twarzy uśmiech. Co jak co, ale te dwie dziewczyny przyciągają kłopoty niczym magnes.

 Akcja książki była niezwykle dynamiczna. Po przekroczeniu pewnej bariery odłożenie książki na dłuższy okres zawadzało o niemożliwość, gdyż pędzące wydarzenia wymagały na czytelniku ciągłe, nieprzerywane zaznajamianie się z dalszymi niebezpieczeństwami, czy też rozwiązaniami poszczególnych wątków akcji. Wpadłam w wir, nie mogąc się z niego uwolnić już do ostatnich zdań. Nieprzewidywalność oraz pęd sprawiały, że z niecierpliwością przewracałam strony w oczekiwaniu na kolejne dawki przygód Safi, Iseult oraz Marika. Końcówka książki może nie tyle co wbiła w fotel, co zaskoczyła. Niewątpliwie pozostawiła mnie w momencie, w którym nie mogę się doczekać kolejnej części.

 Co do wątków miłosnych, które mimo małego udziału, są dość intrygującymi wątkami pobocznymi, muszę rzecz, iż niezwykłą radość przyniosło mi czytanie historii, w której nie widać nawet zalążku schematu zwanego - trójkątem miłosnym. Mam nadzieję, iż autorka odchodząc od współcześnie popularnej konwencji sprawi, iż klarujące się w tej części wątki, szczęśliwie, bądź nie znajdą swoje rozwiązanie w ostatnim fragmencie, finalnej książki. Nie mieszajmy w to osób trzecich! Naprawdę kibicuję dotychczas ukazanym, potencjalnym parom oraz mam nadzieję, iż brak schematyczności pozostanie zaletą, którą będę mogła podkreślać przy recenzji każdej z części serii o Prawdodziejce.

I wtedy poczuła, jak drapiące dotknięcie jej magii zwiastuje coś złego - coś ogromnie, nieskończenie złego.

Podsumowując, naprawdę mogę Wam polecić wstęp do serii Susan Dennard, gdyż jest to książka z niewątpliwym potencjałem, którego wykorzystanie może przynieść w przyszłości naprawdę wiele fascynujących wątków. Książka dodatkowo zawiera mapę, która nie tylko jest uatrakcyjnieniem przebywanej wraz z bohaterami podróży, lecz staje się również obietnicą, otwierających się przed postaciami możliwości, w postaci niezmierzonych lądów i krain. Jeśli poszukujecie czegoś naprawdę dobrego, pozbawionego schematów, z fascynująco wykreowanym światem, którego niezliczone tereny pozostawiają obietnicę, wspaniałych podróży to powinniście sięgnąć po Prawdodziejkę. To dobry wstęp to fantastycznie rokującej serii, które już niebawem może stać się topową pośród przedstawicieli swojego gatunku. Mimo mankamentów, uważam, że wielbiciele fantastyki powinni zaznajomić się z dziełem Susan Dennard.

Za możliwość poznania tajemnic skrywanych przez Czaroziemie dziękuję Wydawnictwu SQN!
★★★★★★☆☆☆

3 komentarze:

  1. Ale fajnie się zapowiada! ^.^ Opis jest świetny, nic tylko czytać. :D
    Ostatnio ta książka wywołała spory szum, bo wszędzie jest jej pełno :)
    Mam nadzieję, że uda mi się ją przeczytać, bo zapowiada się ciekawie, poza tym książka w jak najbardziej moim typie.
    Pozdrowionka! :)
    http://recenzjeklaudii.blogspot.com/2016/10/tydzien-z-hp-1-harry-potter-book-tag.html

    OdpowiedzUsuń
  2. Mam niemal identyczną opinię co ty! Pierwsze sto stron było drogą przez mękę, jednak nie z powodu poziomu powieści, a przez wszystkie skomplikowane terminy, które według mnie nie zostały zbyt dobrze wytłumaczone. Wplecione w gnającą do przodu akcję tylko powodowały dezorientację, przydałby się jakiś słowniczek. Bardzo podobało mi się również to, że głównym wątkiem pozostawała przyjaźń głównych, dobrze zarysowanych bohaterek, bo o ile osobno pojawiły się u nich cechy, które mnie irytowały, o tyle razem stanowiły wspaniały duet, o którym czytałam z przyjemnością. Wykreowany przez Susan Dennard swiat jest intrygujący, ale wydawał mi się trochę niepełny, jest jeszcze mnóstwo do odkrycia. Mimo to ten cykl ma szansę stać się jedną z najlepszych serii fantastycznych dla młodzieży :)

    Books by Geek Girl

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Słowniczek to zdecydowanie element, którego zabrakło w tej książce! W pierwszej części tej pozycji towarzyszyła mi głównie dezorientacja, a szkoda. Traktuję ją jednak jako wstęp do serii i mam nadzieję, wiem, że autorka w kolejnych naprawdę pokaże na co ją stać :)

      Usuń

Dzień dobry (czy też dobry wieczór) drogi książkoholiku!
Każdy pozostawiony przez Ciebie komentarz to dla mnie ogromna dawka motywacji. Chętnie poczytam o Twoich przemyśleniach względem omawianej pozycji, postu, odpowiem na nurtujące Cię pytania, postaram się zrobić wszystko co w mojej mocy, by Ci pomóc!
Koniecznie pozostaw również link do swojej działalności internetowej.

Copyright © Szablon wykonany przez Blonparia