Królowa Cieni - Sarah J. Maas

7/12/2016 7 Comments A+ a-



 Niejednokrotnie, na tym blogu mogliście już usłyszeć o Sarah J. Maas oraz jej przepełnionych magią, romansem oraz fantastyką książkach. Ta kobieta, to swoiste ucieleśnienie autora, który ma rzadko spotykany talent do posługiwania się słowem, kreacji bohaterów oraz tworzenia światów, które prześladują czytelnika nawet po odłożeniu lektury jego książki. Cealena Sardothien powraca po raz czwarty, natomiast Sarah J. Maas oczarowuje nas, podczas jej lektury niczym przy pierwszym spotkaniu.

 Aelin wraca do Adarlanu - krainy, w której tak wiele straciła. Nadszedł bowiem czas na wyrównanie rachunków, zdobycie należnego jej tronu oraz rozliczenie się z przeszłością. Ojciec Doriana jednak nie zamierza się poddać, z mroczną armią u boku rośnie w siłę, siejąc postrach oraz zło, jakiego Adarlan dawno nie zaznał. Aelin Ogniste Serce robi wszystko co w jej mocy by ocalić, tych, którzy jej pozostali oraz pomścić osoby, które zostały jej odebrane. Jednak oddalona od księcia Fae zabójczyni, zaczyna zdawać sobie sprawę jak istotną partią jej samej stał się Rowan oraz jakimi płomiennymi uczuciami zaczyna go darzyć...

 Ponad osiemset stron nieopisanego szczęścia. Tak określiłabym lekturę czwartego już tomu z serii Szklany tron. Nie chodzi mi tu o same wydarzenie, o których głębiej rozpiszę się w kolejnych akapitach, lecz o samą objętość, o to jak po tylu miesiącach czekania, mogłam usiąść wygodnie w fotelu i wpaść w świat Aelin na długie, długie godziny. Spotkanie to było, nie oszukujmy się, równie udane co każde poprzednie, w przypadku książek tej autorki. Wpadłam w świat dawnej Zabójczyni Adarlanu, niemal od pierwszego zdania, pierwszego rozdziału. Bardzo lubię powracać do serii, które jak wiem mnie nie zawiodą. Wielokrotnie to już powtarzałam i powtarzać będę - Sarah J. Maas to królowa współczesnej fantastyki, która mimo wielotomowych serii wciąż zachowuje poziom oraz potrafi trzymać czytelnika na krawędzi krzesła - niepewnego dalszych wydarzeń, przepełnionego emocjami oraz dalszymi, możliwymi scenariuszami dążeń prawowitej królowej do tronu.

 Już dawno przekonałam się, że w przypadku Sarah J. Maas, zaskakiwanie czytelnika to stały element jej serii. Czytałam ten tom z zapartym tchem, nie mogąc się doczekać kolejnych zdarzeń, kolejnych decyzji, kolejnych stron. Dążyłam do końca, chcąc poznać dalsze losy bohaterów, jednocześnie, po raz czwarty mając dylemat; kolejne miesiące bez Aelin? Bez Rowana? Bez Chaola? Doriana? Magi, niebezpieczeństwa, fantastyki i cudownie wykreowanego świata? Zadanie wydaje się być niemożliwym do wykonania, jednak z autopsji wiem, że cierpliwość popłaca i za kilka miesięcy znów będę mogła wkroczyć do swojego ulubionego, fantastycznego świata.

 Sama narracja, jak w przypadku poprzedniego tomu, podzielona jest między bohaterów. Tym razem jednak, oprócz punktu widzenia Aelin, Doriana, Chaola, czy też dziedziczki tronu Czarnodziobych, mamy do czynienia z nową postacią, która zapowiada się być jednym z istotniejszych bohaterów w kolejnych częściach cyklu. Oczywiście narracją, która najbardziej mi się podobała, była ta z punktu widzenia głównej bohaterki, która swym silnym charakterem oraz sarkastycznym sposobem bycia, już od pierwszej części zyskała moją dozgonną sympatię. Jest zaprzeczeniem większości nieporadnych, zależnych od mężczyzn bohaterek, jakie dane jest czytelnikowi spotkać w literaturze współczesnej i nie tylko.

 Co do pozostałych bohaterów. Moją uwagę zyskał, rzecz jasna Rowan, czyli książę Fae, którego Aelin poznała podczas swej podróży do Wendyln w poprzednim tomie. Mężczyzna stał się nie tylko ważnym członkiem jej prywatnego dworu, lecz również bratnią duszą, dla której gotowa jest zginąć. Ich, powoli budująca się relacja, która weszła na nieco inny poziom, niż ten dotychczas ukazany, była dość mocno zarysowana. Bardzo sensualna, drapieżna, niekiedy wywołująca na twarzy czytelnika uśmiech. Mimo, iż dotychczas nie wyobrażałam sobie Cealeny u boku nikogo innego, niż Chaola, autorka, mało subtelnie przedstawiła dawnego Kapitana, w dość niekorzystnym świetle, co miało na zamiarze przyciągnięcie wzroku czytelnika w stronę relacji Aelin - Rowan oraz porzucenie wszelkich nadziei na rozkwit dawnego romansu. Gdyby nie fakt, że książę Fae, ja na ten moment jest moją ulubioną postacią w całym cyklu, zamysł ten zapewne spotkał by się z negatywnym odbiorem. Jest mi szkoda tej relacji, lecz ostatecznie widzę, że historia poszła we właściwym kierunku. Cealena Sardothien zginęła, jakże więc mogło być inaczej?

 Ogromnym plusem całej serii, nie tylko tego tomu, jest humor, który przewija się przez znaczną część kart powieści Sarah J. Maas. Niejednokrotnie nie mogłam powstrzymać wypływającego na moje usta uśmiechu. Sarkazm jakim cechuje się główna bohaterka jest już kultowym elementem tej serii. Będę niewątpliwie wracać, do najznamienitszych ripost w ponure dni i ponownie wkraczać w świat Aelin. Aedion, był kolejną wartą uwagi postacią. Choć jego nadzwyczajne oddanie kuzynce, szczególnie w pierwszej połowie książki, może wydać się, aż nadto wyszczególnione, jest on bohaterem równie dobrze wykreowanym co pozostali. Co do jego pochodzenia oraz pokrewieństwa z Aelin nie ma żadnych wątpliwości.

 Książka jest pełna zwrotów akcji, walk oraz dynamiki. Również dzięki temu, mimo ponad ośmiuset stron, pozycję tą czyta się z zapartym tchem i kończy niespodziewanie szybko. Odłożenie książki po zakończeniu danego rozdziału, często jest zabiegiem niemożliwym, gdyż bardzo często równoznaczne jest to z przerwaniem rozwoju jakiegoś wydarzenia. Ja nie jestem do tego zdolna, gdyż wiem, że zostałabym zalewana przez chmarę pytań, możliwych scenariuszy danego wątku. Więc czytałam, czytałam, czytałam, aż zauważyłam, ze zbliżam się nieuchronnie do końca. Wtedy pożałowałam tylko jednego - że za moment będzie mi dane poznać zakończenie tego tomu.

 Rozwinięcie niektórych wątków nowo otwartych, jak i tych znanych z poprzednich tomów w pełni mnie usatysfakcjonowało. Autorka w wielu przypadkach trzymała mnie w niepewności, jednak strach przez nieznanym okazał się niepotrzebny. Mam wrażenie, że część ta była, mimo wielu wątków, bohaterów oraz akcji dość neutralna. Nie wywoływała, aż tak skrajnych emocji, jak dla przykładu tom poprzedni. Samo zakończenie było, mimo wszystko szczęśliwie, bezkrwawe, jeśli w stosunku do Aelin można użyć takiego określenia. Pierwszy raz zakończyłam lekturę nie przeklinając w myślach autorki. Oczywiście niczego bardziej nie pragnę, niż tego by móc przeczytać kolejny tom, jednak czuję się ukontentowana zakończeniem. Obawiam się jednak, że to tylko cisza przed nadchodzącą burzą...

 Była taka jedna scena,  pomijając te z udziałem Rowana, która wyjątkowo zapadła mi w pamięć. Mianowicie ta, w której Aelin na cmentarzu rozlicza się z przeszłością. Jest to scena tak konieczna, tak pięknie napisana, że brak mi zwyczajnie słów. Myślę, że czytelnicy również potrzebowali takiego zakończenie tego wątku. Takiej kropki nad i, która podkreśliłaby wagę tej postaci w życiu dziewczyny. Osoby, które czytały tę część myślę, że mogą wiedzieć o co mi chodzi. To jedna z tych scen, która otwiera, dawno zasklepione rany.

 Sam styl pisania, którym posługuje się Sarah J. Maas, mimo, iż nie wysublimowany, co jednak nie jest pożądane w tym gatunku, zapada w pamięć. Idealnie opisuje otaczającą bohaterów rzeczywistość, ich charaktery oraz koneksje między nimi. Uważam, że z każdą książką widać progres w kunszcie autorki. Nie mogę się doczekać, tego co przygotowała dla nas w kolejnym tomie, ponieważ ona nigdy nie zawodzi. Dostarcza czytelnikowi niezwykłych emocji, nowych bohaterów, których mogą pokochać, bądź znienawidzić oraz pozwala, coraz głębiej zajrzeć do fantastycznego świata, który stworzyła.

 Boję się kolejnego tomu. Tego co może mnie tam spotkać, bo tak neutralnym zakończeniu. Ponieważ zapowiada się na to, że wydarzenia w tym tomie, to dopiero początek problemów, które czekają Aelin w drodze do tronu. Niewątpliwie będzie to kolejna, z serii niezwykła podróż, na którą zapewne nie będę gotowa emocjonalnie. Mam nadzieję, że wydawnictwo wyda piątą część niedługo po amerykańskiej premierze.

Wiecie co? Nie przepadam za seriami, które mają więcej niż trzy tomy (rzadko też sięgam po takie), ponieważ zazwyczaj kolejne części, są pisane tylko i wyłącznie z myślą o zysku. Ja natomiast nudzę się na rozwlekanej przez wiele tomów historii, która równie dobrze mogłaby zakończyć się na pierwszej części. Sarah J. Maas jednak zmusza mnie do tego by sięgać po kolejne tomy swej serii. Tutaj nic się nie zmienia. Każdy kolejny tom jest równie dobry co poprzedni, jeśli nie lepszy. Fantastyka w najcudowniejszym wydaniu. Jeśli jeszcze nie sięgnęliście do przygód Cealeny Sardothien koniecznie to zmieńcie. Po prostu warto czasem przysiąść nad naprawdę dobrym kawałkiem fantastyki.

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Uroboros!

★★★★★★★★★☆

Jestem przeciętną nastolatką o nieprzeciętnej wyobraźni i biblioteczce. Uwielbiam wyzwania, godziny spędzone na czytaniu, poznawaniu nowych światów, zakochiwaniu się od nowa i od nowa w bohaterach danego utworu. Wręcz żyje i oddycham słowami.

7 komentarze

Write komentarze
bookowe_ love
AUTHOR
12 lipca 2016 15:16 delete

Jestem właśnie w trakcie czytania "Królowej cieni", przeczytałam dopiero 100 stron, ale już uwielbiam tę książkę. Bardzo brakowało mi świata wykreowanego przez Sarah J. Maas ;)
Buziaki ;*
bookowe-love.blogspot.com

Reply
avatar
12 lipca 2016 17:13 delete

W tym momencie czytam Dziedzictwo ognia, a Królowa już stoi na półce. Zdecydowanie w książkach Maas można się zakochać! ;)

Reply
avatar
13 lipca 2016 11:24 delete

Ja kocham tę autorkę. Zaczęłam od ACOTARu, a potem kupiłam całą serię Szkanego tronu. Niestety nie mam czasu jej skończyć, ale wiem, że się nie zawiodę. Maas stanowi dla mnie nowe odkrycie i już nie mogę się doczekać nowych książek :D W wolnej chwili wpadnij do mnie :)

Pozdrawiam
nalogowy-ksiazkoholik.blogspot.com

Reply
avatar
onlypretender
AUTHOR
13 lipca 2016 19:11 delete

nie mogę doczekać się tej lektury, mam nadzieję na lepsze poznanie Manon. pozdrawiam :)

Reply
avatar
15 lipca 2016 12:25 delete

Zdecydowanie się nie zawiedziesz! :)

Reply
avatar
ultramaryna
AUTHOR
17 lipca 2016 17:43 delete

No właśnie, z Chaolem... Nawet nie jestem zła, że tak wyszło (chociaż nie no, ja jestem, byłam i będę team Chaol, jezuuuu, miałam prawie zawał w pewnym momencie pod koniec książki... :D), bardziej jestem zła na to, że autorka poprowadziła ten wątek niezbyt subtelnie.
Parę rzeczy mnie więc denerwowało, ale "Królowa cieni" to strasznie satysfakcjonująca lektura, tyle się wydarzyło, mnóstwo wątków zostało domkniętych... Czekam na to "Empire of Storms" :D

Reply
avatar
20 sierpnia 2016 19:39 delete

MAAS TO ŻYCIE <3 Nie umiem stwierdzić, która jej seria jest lepszą...

Reply
avatar

Witaj! Podziel się ze mną swoją opinią na temat recenzowanej książki, opowiedz mi o przeczytanych przez Ciebie książkach o zabawnych wydarzeniach z życia wziętych! :)