Purgatorium - Eva Pohler (część I)

6/13/2016 7 Comments A+ a-

  Po kim jak po kim, lecz po wykładowcy literatury, który pisze własną książkę oczekuje się naprawdę wiele. Jest to wynikiem nachodzącej człowieka pewności, iż osoba mająca na co dzień styczność ze słowem pisanym, powinna w najgorszym razie, swym dziełem umilić czytelnikowi dzień, bądź kilka. Jak się jednak okazuje osoba mająca w pracy, jak i w życiu prywatnym styczność z książkami, niekoniecznie obdarzona jest umiejętnością posługiwania się słowem. Może nie być w stanie porwać czytelnika, stworzyć barwnych bohaterów, interesującą akcję - po prostu dobrą historię. Eva Pohler nie podołała zadaniu, stworzyła pozycję, która równie dobrze mogłaby być tworem, wciąż piszącej do szuflady nastolatki.

 Daphne wraz ze swoim najlepszym przyjacielem, wyrusza na wakacje, które jak się z czasem okazuje... będą miały inny charakter, niż sobie to wyobrażała. Trafia do kurortu, gdzie przy aprobacie bliskich jej osób, pod czujnym okiem doktor Hortense Gray, ma ponownie odnaleźć, niegdyś utraconą, przez rodzinne dramaty chęć do życia. Miejsce te, bowiem słynie z niekonwencjonalnego podejścia do osób ze skłonnościami samobójczymi. Cam, jej najlepszy przyjaciel, ma nadzieję, że tak jak niegdyś on, Daphne ponownie stanie się pełną życia, młodą osobą. Jednak już w pierwszym dniu, w którym w jej pokoju zjawiają się koszmarne widma, a winda zatrzymuje się między piętrami sprawiając, że jeden z jej największych lęków staje się rzeczywistością, odkrywa, że nic nie jest takie, jakim powinno być. A to dopiero początek. Walka o zdrowie psychiczne, zaczyna coraz bardziej przypominać dziewczynie walkę o przetrwanie w chorej grze organizowanej przez Hortense Gray.

 Zacznijmy od obojętności jaka towarzyszyła mi podczas czytania tej książki. Przewracałam strony bez cienia emocji, zniecierpliwienia, czy chociażby wzburzenia niesprawiedliwymi losami bohaterów. Po prostu CZYTAŁAM, to co miałam przed oczami, co równie dobrze mogło być instrukcją składania szafki nocnej. Autorka stworzyła historię, która nie angażuje czytelnika w żaden możliwy pisarzom sposób, nie stawia go przed emocjonującymi wyborami, nie przedstawia odpowiednio bohaterów, akcji, ani nie nie robi niczego co sprawiałoby, iż byłaby ona w jakikolwiek sposób znośna. To nie jest nawet pozycja przeciętna, ponieważ takie czyta się choćby z minimalną  przyjemnością. „Purgatorium” było po prostu marnotrawstem czasu, książką, która choćby z uwagi, na prosty do bólu język, użyty do jej napisania nie powinna opuścić komputera Evy Pohler.

 Cała akcja była bardzo przewidywalna. Wątki, które mogłyby zostać rozwinięte, zostały zastąpione przez treści monotonne, mało atrakcyjne oraz jednolite. Sam pomysł na historię, mimo, że dość schematyczny, przy dobrym poprowadzeniu mógłby stać się naprawdę ciekawie skonstruowaną powieścią, od której ciężko by było się oderwać. Tak się niestety nie stało...
Najcięższy był początek, ponieważ przy pierwszych stronach miałam nadzieję, iż słowo za słowem, zdanie za zdaniem, rozdział za rozdziałem historia stanie się lepsza. Potem nadeszła obojętność i zrozumienie. Ta książka po prostu taka jest. Zła. Źle napisana. Nudna.

 Główna bohaterka, jeden z najcięższych grzechów całej książki. Tak naprawdę zmagała się ona z depresją, dopiero wtedy gdy autorka nagle przypominała sobie, pomiędzy głupotą, a pociągiem fizycznym, do niemal każdego młodego mężczyzny w promieniu kilometra, że Daphne cierpi na zaburzenia psychiczne! Tutaj nie mamy do czynienia z trójkątem, tutaj jest czworokąt - bardzo nieprzemyślana figura. Bardzo. Natomiast sama idea tej kuracji, której poddana została główna bohaterka, polegająca na zmuszeniu uczestników programu, praktycznie rzecz biorąc do walki o życie, kompletnie do mnie nie przemówiła. Tutaj, muszę nadmienić o zakończeniu. Jeśli jesteście na tyle zdesperowani by sięgnąć po dzieło Evy Pohler, przejdźcie do kolejnego akapitu. Pozostałych, proszę o nieprzejmowanie się poprzednim zdaniem. Otóż, po wszystkich trudach, próbach wyjazdu, z powodu przerażenia wywołanego metodami w kurorcie stosowanymi (które po jakiś 2-3 zdaniach się rozwiewały, ponieważ nagle ktoś jej powiedział, że nic się przecież nie stało), życiem w dziczy, byciem straszoną przez grupę dotychczasowych, nie wiadomo co mających w głowach kuracjuszy postanowiła się do nich przyłączyć. Od tak, nie żeby jeszcze kilka stron temu chciała uciekać z wyspy. Chciała zwyczajnie narazić na to wszystko swojego chłopaka i rodziców.
Po prostu, a dlaczego nie?

 Język, którym posługuje się autorka równie dobrze mógłby należeć do niemającej wiele wspólnego z pisarstwem osoby. Złożony z masy, niepotrzebnie ujętych w rozdziałach zdań, po kilku spędzonych przy lekturze chwilach, zaczyna razić czytelnika w oczy, zmuszając go tym samym do zastanowienia się, dla jakiej grupy wiekowej przeznaczona jest ta treść. Prostota zdań, ich beznamiętność, przypadkowe wtrącenia dialogów, to tylko nieliczne z zarzutów postawionych tej książce. Ona jest po prostu źle napisana. Wygląda to mniej więcej tak, jakby trafiła do druku, zaraz po jej napisaniu. Bez zredagowania, poprawek, wytknięcia błędów, prostu z szuflady aspirującej do posady pisarza nastolatki.

 Sama książka posiada liczne błędy, takie jak przestawione litery w słowie, spacja przed znakiem interpunkcyjnym, czy też podwojona literka. Dla osoby, zwracającej dużą uwagę na tego typu niedopatrzenia lektura „Purgatorium” może stać się dodatkowo uciążliwa.

 Naprawdę sądziłam, że książka Evy Pohler, z racji jej zawodu, dość interesującego opisu oraz w miarę pozytywnych opinii, stanie się naprawdę przyjemną, letnią lekturą. Tak się nie stało i bardzo tego żałuję, gdyż historia Daphne miała potencjał, który został niestety zaprzepaszczony przez niedoświadczoną w pisaniu osobę. Niewątpliwie było to moje ostatnie spotkanie z tą autorką. Osobom wymagającym... Po prostu wszystkim Wam odradzam sięgnięcia po tę pozycję. Będzie to czas stracony na lekturze źle napisanej książki o potwornie wyłożonej historii. Mimo towarzyszącej mi beznamiętności, lektura była dla mnie bardzo uciążliwa. Czułam się trochę jakbym w swoje ręce dostała książkę dla dzieci (poprawka - złą książkę dla dzieci), bądź nagryzmolony na kolanie zarys powieści osoby, która nagle postanowiła zostać pisarzem.

 Podsumowując, książka ta dostaje ode mnie dwie gwiazdki, tylko i wyłącznie dlatego, iż czytałam gorze pozycje. Nie polecam lektury tej książki nikomu, gdyż uważam ją za źle napisaną, prosto wyłożoną, przewidywalną, ze źle zarysowanymi bohaterami oraz przeprowadzoną akcją. Dawno nie czytałam tak strasznej książki, naprawdę.
Po prostu klump, jakby powiedziała to jest z najbardziej znanych polskich booktuberek.

Za egzemplarz książki dziękuję Wydawnictwu Replika.

★☆☆☆☆☆☆☆☆☆

Jestem przeciętną nastolatką o nieprzeciętnej wyobraźni i biblioteczce. Uwielbiam wyzwania, godziny spędzone na czytaniu, poznawaniu nowych światów, zakochiwaniu się od nowa i od nowa w bohaterach danego utworu. Wręcz żyje i oddycham słowami.

7 komentarze

Write komentarze
13 czerwca 2016 20:06 delete

O "Purgatorium" słyszałam w miarę dobre opinie, dlatego stwierdziłam, że z przyjemnością po nią sięgnę, jeśli nadarzy się okazja. Po Twojej recenzji, mój entuzjazm opadł i teraz na pewno nie przeczytam tej książki, bez zastanowienia się nad tym. Mam dość książek, pisanych "od czapy" a po Twojej recenzji, właśnie przez taki pryzmat patrzę na powieść Evy Pohler. Nie rozumiem też, dlaczego autorzy twierdzą, że nastolatka od razu rzuci się w ramiona każdego przystojnego chłopaka - zawsze kiedy czytam takie historie mam wrażenie, że autorzy nigdy nie byli młodzi, albo już zapomnieli, że życie nastolatków nie kręci się tylko wokół romansów i związków.
"Purgatorium" na razie sobie odpuszczę - zbyt wiele książek tego typu przeczytałam w ubiegłym roku, by psuć sobie dobre statystyki w obecnym :P
Pozdrawiam :)
In Bookland

Reply
avatar
Yelle
AUTHOR
14 czerwca 2016 17:08 delete

Ja właśnie czytałam kilka dość dobrych opinii i miałam tę książkę w jakichś tam odległych planach. Chyba odpuszczę. To trochę dziwne i w sumie smutne, że osoba mająca na co dzień styczność z literaturą nie umiała wykorzystać swojej wiedzy.
ściskam :*
Latające książki

Reply
avatar
14 czerwca 2016 20:13 delete

Ja ostatnio aż tak źle mówiłam o "Uwodzicielce" - tą książkę zapamiętam chyba do końca życia jako zmorę. Podsumowując - szewc bez butów chodzi. Niestety zbyt dużo prawdy mieści się w tym powiedzeniu ;)
A co do porównania z nastolatką piszącą do szuflady - zrozumiałam i zakonotowałam za pierwszym razem ;) Nie trzeba było tyle powtarzać, ale ok, rozumiem Twój bulwers, masz pełne prawo. :)

http://ksiegoteka.blogspot.com/

Reply
avatar
15 czerwca 2016 13:33 delete

Już sama nie wiem czy chcę tę książkę przeczytać czy nie :(

Reply
avatar
15 czerwca 2016 21:23 delete

Pojechałaś z tą recenzją :) ale krytyka chyba zasłużona :)

Reply
avatar
23 czerwca 2016 13:37 delete

Ja dziś skończyłam czytać tą książkę i jestem zachwycona. Nie wiem ile masz lat ale często recenzują tą książkę dorosłe osoby. Nic dziwnego że im się nie podoba-książki dla nastolatków powinny zostać książkami dla nastolatków. Mi się strasznie podobała książka i nie mogę doczekać się 2 części w polskim tłumaczeniu

Reply
avatar
23 czerwca 2016 16:35 delete

Mam siedemnaście lat, jednak przeczytałam już w swoim życiu wiele. Gusta są różne, jednak mi książka wybitnie się nie podobała. Książka jednak moim zdaniem powinna być przede wszystkim dobra, nieważne do jakiej grupy odbiorców skierowana. Ta niestety taka nie była.

Reply
avatar

Witaj! Podziel się ze mną swoją opinią na temat recenzowanej książki, opowiedz mi o przeczytanych przez Ciebie książkach o zabawnych wydarzeniach z życia wziętych! :)