Zapolujmy na demona, czyli kilka(set) słów na temat „Shadowhunters”!

4/16/2016 7 Comments A+ a-

  Po nieudanej próbie przeniesienia znanej serii Cassandry Clare na duży ekran, „Dary Anioła” otrzymały niebywale rzadką okazję by zostać ponownie zekranizowanie, tym razem jednak w postaci serialu. Jestem ogromną fanką świata Nocnych Łowców - każdy powrót do tego uniwersum to jak ponowne znalezienie się w ulubionym miejscu oraz otoczenie przez cudownych bohaterów, z którymi przez te wszystkie lata niesamowicie się zżyłam. Jako jedna z nielicznych bardzo ucieszyłam się na wieść o powstawaniu „Shadowhunters”. Czy moje oczekiwania względem serialu się spełniły?

Zacznę może od tego, co najbardziej mnie zabolało, a co wcale nie jest związane z samym serialem - zachowaniem fanów. Rozumiałam, że dla niektórych pierwszym wizualnym odniesieniem do postaci nakreślonych na kartach powieści pani Clare była Lily Collins czy też Jamie Campbell Bower. Jednak niedojrzałość niektórych osób, ich przekonanie, że serial ten będzie klapą, nie znając jeszcze tak naprawdę nawet aktorów grających główne role było dla mnie śmieszne. Osobiście podeszłam do serialu pozytywnie nastawiona, ciesząc się, że świat, w którego otoczeniu, na dobrą sprawę dorastałam dostał drugą szansę na przeniesienie go na ekran. Oczekiwałam z niecierpliwością na każdą nowinką związaną z postępami realizacji pierwszego sezonu - castingi, pierwsze zdjęcia z planu, trailery, wiadomości o fabule.. Miałam bardzo otwarty umysł, ponieważ wiedziałam, że serial ten będzie adaptacją, nie wierną co do słowa ekranizacją. Oczekiwałam przyjemnego wkroczenia w świat, który pokochałam jako nastolatka, w nieco innej, rzecz jasna płaszczyźnie. Nie miałam za złe biednym włosom Katherine, że są zbyt rude, czy też serialowemu wilkołakowi oraz policjantowi, że jest czarnoskóry. Byłam podekscytowaną dziewczyną, która z niecierpliwością oczekiwała na pierwszy odcinek, starając się odciąć od głosów zawzięcie twierdzących, iż serial okaże się klapą. I pewnego, styczniowego dnia, nadszedł ten dzień, ten moment, ta chwila...

 Sami aktorzy według mnie zostali dobrani bezbłędnie, szczególnie biorąc pod uwagę fakt, iż
w serialu byli oni kreowani na osiemnastolatków. Najbardziej zadowolona byłam z aktorów grających następujące postacie; Alec, Isabelle, Simon, Magnus, Raphael, Clary, Maryse oraz Robert Lightwood. Jak się później okazało w 90% miałam co do ich wyboru rację.

 Pierwszy odcinek? Podsumowałabym go, zarówno jak i drugi, następującymi stwierdzeniami - średni, poniżej oczekiwań, chaotyczny, nieco sztuczny z drętwymi dialogami. Były elementy takie jak „latający” Nocni Łowcy, Czarnobyl, rozpadające się niczym w grach demony, tłok w Instytucie, które  zdecydowanie mi się nie podobały. Już od początku można było ujrzeć wiele zmian w fabule, które było dość widoczne, nawet dla osób, które lekturę pierwszego tomu mają dawno za sobą. Osobiście wyszłam im na przeciw. Nastawiałam się na adaptację, nie wierną kopię książki, ponieważ, wiem, jaki i scenarzyści, że to nie miałoby sensu. Zmiany, patrząc na cały sezon, pozwalały oczytanemu w książkach Cassandry odbiorcy pozostać w niewiedzy, zaskoczeniu, niecierpliwym oczekiwaniu na dalsze wydarzenia. Zdecydowanie nie należałam do tych osób, które wytykały najdrobniejsze zmiany, skupiałam się raczej na ogólnym odbiorze, niżeli nieistotnych szczegółach, których przeinaczenia i tak umykały mi w trakcie oglądania.

 Nadszedł taki moment... Chyba w trakcie oglądania, trzeciego lub czwartego odcinka, kiedy zdałam sobie sprawę, że podoba mi się to co oglądam. Serial ma ten charakterystyczny klimat, a rzeczy, które raziły mnie w pierwszych odcinkach powoli odchodziły w zapomnienie. Podejrzewam, iż twórcy serialu wiele uwag od fanów serii wzięli do siebie i podczas edycji kolejnych odcinków, poprawili bądź tuszowali swe błędy, sprawiając tym samym, że z czasem ich dzieło stawało się coraz mniej sztuczne oraz chaotyczne. Powiem Wam szczerze, że z odcinka na odcinek serial bronił sam siebie. Było coraz lepiej, coraz ciekawiej, uwagi co do gry aktorskiej odchodziły w niepamięć. Prawdopodobnie ma to związek z tym, że aktorzy zadomowili się w rolach, które grają. Patrząc na twarze, niemal każdego z nich nie widzę osób, które za wypowiedzenie kilku zdań otrzymują pieniądze, lecz postacie stworzone przez panią Clare. Nie mogłam wyczuć tylko jednej postaci, ale o tym w następnym akapicie..

  Jace. Bardzo lubię Dominica i uważam, że jest bardzo dobrym aktorem, jednak sądzę, że stać go na więcej. Moje wątpliwości mogą brać się z faktu, że jego postać nie została dostatecznie dobrze rozpisana, nie dając mu tym samym pola do manewru. Były przebłyski, gdy patrząc w ekran mówiła - Tak, to mój Jace!, ale nie zdarzały się one często. Teksty tej postaci były niekiedy bardzo w punkt, jednak przeważnie były dziwne? Nie na miejscu? Brakowało mi tego sarkastycznego uśmieszku, dozy ironii, nieprzewidywalności, szaleństwa, którą Jace nosił w sobie. Nie czułam również chemii między Clace. Choć nie! Był taki jeden moment, na dachu, bodajże w odcinku trzecim, bądź czwartym, gdy przy pięknej piosence Layli spoglądali na siebie, a powietrze między nimi płonęło. Oprócz tej jednej sceny ich romans wydawał się być tym pobocznym, dodatkowym, mało wyrazistym.  Z tego miejsca przejdę do Katherine, do której tak wiele osób ma zastrzeżenia. Mam wrażenie, że tylko ja widzę w niej Clary, taką jaką być powinna. Podoba mi się jej gra, choć z początku jej mimika pozostawiała wiele do życzenia. Z czasem jednak wchodziła w rolę tej upartej, nieustraszonej, nieco sarkastycznej dziewczyny, którą tak wielu pokochało.

 Chylę czoła przed aktorami grającymi rodzeństwo Lightwoodów. Genialnie dobrani. Emeraude udowodniła to jak świetną jest aktorką, szczególnie w odcinku dziesiątym grając kompletne przeciwieństwo Isabelle jaką wszyscy znamy. Piękna, trafiła swoją grą w punkt istoty charakteru, sposobu bycia Isabelle Lightwood. Czekam jednak na nieco mroczniejszą, bardziej sarkastyczną wersję Izzy, którą podejrzewam, że poznamy w sezonie drugim po ujawnieniu pewnej rodzinnej tajemnicy. Alec natomiast był idealnym odbiciem książkowego pierwowzoru. Nieco nieśmiały, oddany sprawie i bliskim mu ludziom - cudo. Jego relacja z pewnym czarownikiem jak mam wrażenie, ukradła cały serial. Odcinek dwunasty to czysta perfekcja i patrząc na reakcję świata, nie tylko w moim mniemaniu!

 Na każdy kolejny odcinek serialu czekałam z coraz większą niecierpliwością. Koło odcinka siódmego byłam już zakochana po uszy. Świetnie zdaję sobie sprawę, że jestem w mniejszości. Wiem również, że rzadko, który serial jest dobry od samego początku. Pierwszy sezon, szczególnie jeśli mowa tu o bazowaniu na serii książek, często jest próbą, wiadomością dla twórców co można poprawić. Cieszę się, że aktorzy dostali drugą szansę by się wykazać. Wierzę, że będzie lepiej i twórcy w pełni wykorzystają szansę, którą otrzymali.

 Muszę, ale to naprawdę muszę poświęcić akapit Alberto Rosende. On jest po prostu stu procentowym Simonem. Większość zdań, które wypadała z jego ust była... taka nieporadna, urocza, przezabawna! Alberto oddał tę postać w każdym calu, zarówno jako człowieka i jako wampira. Cieszę się, że w serialu tak wiele czasu zostało poświęcone tej postaci. Na przykładzie tego bohatera muszę Wam opowiedzieć o dość zabawnym zjawisku... Tak jak w książce Simon był najmniej lubianą przeze mnie postacią, tak samo zresztą jak Alec, tak w serialu, BUM!, mogłabym oglądać same sceny tylko z nimi. Uwielbiane przeze mnie postacie w książce natomiast nieco mi umykały podczas seansu...

 Sam świat Podziemnych był dość ciekawie przedstawiony, byłabym jednak za większym
zróżnicowaniem demonów, z którymi walczą Nocni Łowcy. O ile się nie mylę, dotychczas
występowały tylko dwie (nie licząc ludzkiej Dot) formy, co było dość dużą ujmą dla możliwości przedstawienia zróżnicowania tego gatunku. Czarownicy, z Magnusem na czele byli świetni, choć gdzie był mój Zielony Groszek? Magnus, czysty geniusz i pozwolicie, że tylko tak podsumuję jego postać, ponieważ sam zachwyt nad jego kreację mógłby zająć całą kartkę A4. Wilkołaki, jako efekt specjalny były bardzo dobre. Tutaj już było widać poprawę w tym elemencie.

 Odcinkiem, który podobał mi się najbardziej był odcinek dziesiąty. Tutaj mogliśmy się śmiać, zobaczyć aktorów od innych stron, tak dobrze znane nam postacie w tak... przyziemnym świecie. Genialny pomysł, genialne wykonanie. Zobaczyłam również Dominica w bardziej wyrazisty sposób, niżeli w chwili gdy gra on Nocnego Łowcę. Nie potrafię tego wytłumaczyć. No i zobaczyliśmy Prezesa Miau oraz Churcha. Niestety tylko raz, aczkolwiek to akurat jest spowodowane alergią Harry'ego na koty. Nie wiem jak Wam, ale mi miło było w morzu tych zmian wychwytywać tak znane wątki, cytaty, motywy z książki. Gdyby nie to... nudziłabym się wiedząc co dokładnie stanie się za minutę, za pół godziny, w następnym odcinku, finale...

 Bardzo niecierpliwie oczekuję na kolejny sezon. Sumując wszystkie za i przeciw, tak naprawdę
wynajduję więcej zalet oraz potencjału, niżeli wad... i tego właśnie kurczowo będę się trzymać. A fanom filmu życzę odprężenia i nie zniechęcania się po pierwszym odcinku, który naprawdę był słaby. Im dalej tym lepiej! Pomyślcie o tym z tej strony.. Wasz ukochany świat dostał drugą szansę, to powód do radości. Wiem, że zagorzali fani filmu, zapewne będą się ze mną spierać. Rozumiem, ale drugiej części filmu nie będzie, natomiast serial będzie trwał. Może warto dać mu szansę?

★★★★★★☆☆☆☆

Jestem przeciętną nastolatką o nieprzeciętnej wyobraźni i biblioteczce. Uwielbiam wyzwania, godziny spędzone na czytaniu, poznawaniu nowych światów, zakochiwaniu się od nowa i od nowa w bohaterach danego utworu. Wręcz żyje i oddycham słowami.

7 komentarze

Write komentarze
Marta W.
AUTHOR
16 kwietnia 2016 21:56 delete

Nie oglądam zbyt dużo seriali, jednak "Shadowhunters" od pierwszej minuty odcinka spodobało mi się niebywale. Jestem zachwycona Simonem. Ubustwiam jego postać i teksty :)
Pozdrawiam, pozeram-ksiazki-jak-ciasteczka.blogspot.com

Reply
avatar
Just yśka
AUTHOR
17 kwietnia 2016 10:56 delete

Uwielbiam ten serial.
Może i różni się od książki ale w zupełności mi to nie przeszkadza bo jest genialny <3

Buziaki
http://coraciemnosci.blogspot.com/

Reply
avatar
17 kwietnia 2016 11:39 delete

Ja nawet za serią książkową nie za bardzo przepadam, więc nie wiem czy serial byłby dla mnie.

Reply
avatar
Fenko
AUTHOR
18 kwietnia 2016 23:17 delete

Zaczęłam oglądać, ale to jest takie beznadziejne jakościowo, że porażka :D nie mogłam przebrnąć
P.S. zapraszam na wymianę książkową u mnie ;)

Reply
avatar
Geek bsf
AUTHOR
24 kwietnia 2016 19:17 delete

Jestem dopiero w połowie sezonu i na historię, w ogóle nie narzekam. Lubię zaskakujące zmiany w fabule, chociaż nie powiem, że na początku pomysł z Czarnobylem mnie przeraził. :D Niestety aktorzy są moim zdaniem marni, a zwłaszcza aktorka wcielająca się w Clary, która okropnie popsuła tę postać. Rodzeństwo Lightwoodów jak najbardziej ratuje sytuację. :) Oglądam masę seriali, więc ten pozostaje dla mnie takim znośnym średniakiem.
Pozdrawiam,
Geek of books&tvseries&films

Reply
avatar
Sylwia
AUTHOR
24 kwietnia 2016 20:24 delete

Tego serialu nie znam i zapewne nie obejrzę, bo nie mam czasu na nadrobienie zaległych odcinków seriali, które rozpoczęłam, a co dopiero sięgać po kolejny... ;-)

Reply
avatar
Olivie Fray
AUTHOR
2 maja 2016 13:03 delete

Oglądnęłam pierwszy odcinek i mimo że nie był zły, nie zamierzam zapoznawać sie z resztą, bo potem pomyli mi się fabuła i bohaterowie, czego nie znoszę :/

Reply
avatar

Witaj! Podziel się ze mną swoją opinią na temat recenzowanej książki, opowiedz mi o przeczytanych przez Ciebie książkach o zabawnych wydarzeniach z życia wziętych! :)