sobota, 28 listopada 2015

JEŹDZIEC MIEDZIANY - PAULLINA SIMONS

  Wyzwanie. Tak podsumowałabym tę książkę jednym słowem. Po krótkim zastanowieniu dodałabym jeszcze jedno. Rozczarowanie. Dlaczego? Zapraszam do lektury recenzji.

Gdy tylko zdała sobie sprawę, że natychmiastowej ewakuacji nie będzie, wojna straciła dla niej całą atrakcyjność.

 Przebrnięcie przez tę książkę graniczyło z cudem. Pomijając fakt, iż nawet sama autorka plątała się niekiedy w tym co pisała, na co zwrócił uwagę sam tłumacz książki, nie potrafię zrozumieć fenomenu jaki zyskała cała trylogia. Denny, mdły romans, wciśnięte na siłę sceny erotyczne trwające z przerwami grubo ponad dwieście stron, głupota głównej bohaterki, posiadający zdolności teleportacyjne główny bohater oraz niezgodności historyczne. To jedne z najbardziej karygodnych, ale nie jedynych grzechów tej książki.

Na dachu świst i huk rozrywających się bomb był dość przerażający, mimo to została tam aż dwie godziny. Ku ich rozczarowaniu, w pobliżu nic nie wybuchło.

 Starałam się jak mogła znaleźć plusy tej historii i znalazłam jeden, który zarówno jak i nutę szczęścia wywołuje u mnie niedowierzanie. Jak to możliwe by autorka, która stworzyła postać Tatiany, w tak beznadziejny sposób prowadziła pierwsze jak i ostatnie rozdziały książki, potrafiła tak dobrze opisać oblężenie Leningradu? Ma się dosłowne wrażenie, iż książka ta była pisana przez dwie osoby. Przez zapoznaną z historią osobą, która nie pomija żadnych okrucieństw tamtego okresu i nastolatkę, która opisuje powstały w swojej głowie naiwny romans. Nie jestem w stanie tego pojąć. Być może oddziaływał na to fakt, iż rodzina autorki pochodziła właśnie ze Związku Radzieckiego. Wszystko było by więc pięknie, gdyby pani Simons nie postanowiła wpleść w tę historię romansu i swoich niesprawdzonych informacji na temat ZSRR. 

...podniosła oczy, żeby na niego spojrzeć. Podnosiła je i podnosiła. Był bardzo wysoki.

 Dawno tak wiele kartek indeksujących nie zostało zaprzepaszczonych na zaznaczenie w jakiejś książce głupoty bohaterki, jak i samej autorki. Największe ich nagromadzenie uzyskałam w pierwszej i ostatniej części książki. Przecież po co odzwyczajać pacjenta, który przez tygodnie dostawał morfinę (przypomnę, iż morfina może uzależnić nawet po jednokrotnym zastosowaniu) by następnie odstąpić od jej działania, po to by pacjent się nie uzależnił, po czym kilka dni później, gdy jest już w pełni zdrów i świadomy znów podać mu morfinę? Nadmienię, iż szpital ponoć był przepełniony umierającymi. Ale po co dać morfinę im? Kolejny przykład! Niemcy i ZSRR oficjalnie toczą wojnę. Wszyscy rzucają się do sklepów by kupić jak największą, możliwą ilość pożywienia. Co robi główna bohaterka? Rezygnuje po trzydziestu minutach stania i idzie na lody! Lodziarz, tak przy okazji pewnie ma po brzegi wypełnioną zapasami piwnicę, dlatego czeka na potencjalnych klientów, którzy na pewno zechcą wydać pieniądze na lody, nie dla przykładu na płatki owsiane, czy chleb. Logiczne?

  Przejdźmy dalej. Aleksander. Wysoko postawiony członek Armii Czerwonej, Amerykanin ukrywający się w ZSRR, przy bodajże drugim spotkaniu opowiada nowo napotkanej dziewczynie całą swoją historię. Po chwili upomina ją, iż są to niebezpieczne informacje i, że nawet ściany mają uszy. Przy wyjawieniu tego typu informacji może zostać aresztowany. Nie przeszkadza mu to jednak zabawiać Tatiany ową historię, po dwóch dniach znajomości.  Nie będę się już rozwodzić nad tym, iż cenzura, panno Simons działała również na wsi. Za to co Aleksander wypisywał w swoich listach powinien być w najlepszym wypadku aresztowany.

- (...) Dlaczego mi nie powiedziałeś?
- Taniu, to tajemnica wojskowa!
(Jakoś cię to nie powstrzymało by wyjawić jej tę tajemnicę wojskową dosłownie kilka linijek wcześniej)

 Dawno tak bardzo nie wmuszałam w siebie książki. Jestem uparta, obiecałam jej recenzję i do końca liczyłam, iż autorka jednak mnie zaskoczy. Zrobiła to jednak tylko raz. I gdyby na okładce nie było nazwiska autorki, dałabym sobie głowę uciąć, że książka została napisana przez dwie osoby. Gdyby chociaż język był w pewien sposób intrygujący! Nie jest. To kolejny fakt, który zmusza mnie do rozmyślać nad powodem tak wielkiego zachwytu nad tą książkę ogółu czytelników. Autorka w wielu momentach sili się na polot, lecz nieskutecznie. Stara się pomiędzy sceny erotyczne i monotonne dialogi wepchnąć coś wartościowego, lecz zamierzony cel nie zostaje przez nią zrealizowany. 

- A propos gotowania.. - wykrztusiła zmieszana Tatiana. - A raczej żywności. Gdzie jest teraz najbezpieczniej? Ilekroś idę do sklepu, zawsze mnie ostrzeliwują. To takie... niewygodne.

 Ta historia to taki potencjał. Tak bardzo zmarnowany. Nie mam żadnego powodu by sięgnąć po kolejne losu Tatiany i Aleksandra. Jeśli autorka zapragnęła napisać erotyk, dlaczego wplotła go w tak okrutne wydarzenia historyczne?  Gdyby nie relacja głównych bohaterów, zapewne książka ta otrzymałaby ode mnie wyższą notę, lecz złość, niesmak, rozgoryczenie oraz w niektórych przypadkach śmiech przez łzy, które pozostawiła po sobie owa pozycja zmuszają mnie do postawienia takiej, a nie inne oceny. Nie polecam czytania tej książki. To zmarnowane godziny szczególnie w pierwszej i ostatniej fazie jej czytania.

★★☆☆☆☆☆☆☆☆

16 komentarzy:

  1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja mam całkiem inne wrażenia po przeczytaniu tej książki, dla mnie to najlepszy romans :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No widzisz! :) Dla mnie niestety wręcz przeciwnie. Najbardziej mnie jednak bolą te pomyłki, niezgodność historyczna i... głupota. Niestety nie mogę tego inaczej nazwać. A szkoda...

      Usuń
  3. Mam zamiar sięgnąć po tę książkę, ale po twojej recenzji zdecydowanie obniżę moje wymagania wobec jej.

    OdpowiedzUsuń
  4. Bardzo słabo...To najgorsze, jak pomysł jest, a autor nie potrafi go przekazać, przenieść na karty książki. Nie będę się za nią zabierać.

    OdpowiedzUsuń
  5. Nigdy jakoś nie zwróciłam uwagi na tę książkę, ale może to i dobrze. Mało kiedy spotykam się z tak negatywnymi recenzjami, więc jeśli już pojawi się takowa, to na pewno jej nie przeczytam.
    http://k-a-k-blogrecenzencki.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  6. Nie rozumiem rzekomego fenomenu tej książki. Nie podobała mi się i totalnie wynudziła. Dałam radę przebrnąć przez połowę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja sądziłam, że nie dam rady po jakiejś jednej trzeciej. Istna męczarnia. Jednak przeczytałam by móc wypowiedzieć się o całości.

      Usuń
  7. Zakładam, że autorka wykształcenie otrzymała w Stanach, bo dla nich w większości II WŚ to niepojęty abstrakt. Ale o ile dobrze kojarzę, to na lubimyczytac dużo osób się nad tą książką zachwyca.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zachwycają się i to jak! Nie potrafię tego zrozumieć... Nie po tylu błędach, pokazie niewiedzy, nużącym związku, jakby wprost wyjętym z głowy czternastolatki oraz nijakim stylu pisania zapychanym niskiej klasy dialogami.

      Usuń
  8. Już dawno usłyszałam o tej książce i były to zachwyty... Poważnie się teraz zastanawiam jak to możliwe. Patrzę na te kilka cytatów, które zamieściłaś i po prostu chce mi się śmiać. Na szczęście nigdy mnie nie pokusiło, żeby sięgnąć!

    OdpowiedzUsuń
  9. Ja zaraz po przeczytaniu książki byłam nią bezkrytycznie oczarowana, jednak po prawie roku od jej skończenia wyłapuję w niej coraz więcej błędów. Zwłaszcza po "Bellagrand" tej samej autorki (recenzja: http://ksiegoteka.blogspot.com/2015/10/34-bellagrand.html) zdołałam ochłonąć i spojrzeć na twórczość Paulliny Simons chłodnym okiem.
    Nie ulega wątpliwości, że autorka ma niesamowite predyspozycje do pisania ciekawych książek "historycznych" (w cudzysłowie, ponieważ nie chodzi mi o typową literaturę faktu, dokumenty, raczej historyczną fikcję literacką). Jednak jesli chodzi o romansy, powinna trzymać się od nich z daleka, ponieważ okropnie zaniża ich intelektualny poziom.
    Pozdrawiam,
    http://ksiegoteka.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  10. Zdecydowanie spasuję, zwłaszcza po lekturze twojej recenzji.
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  11. To mnie zaskoczyłaś!
    Nie spodziewałam się takiej... treści. Słyszałam na temat tej książki (i serii) same ochy i achy. Ciekawe ;)

    OdpowiedzUsuń
  12. Po raz pierwszy spotkałam się z tak negatywną recenzją "Jeźdźca miedzianego", ale bardzo się cieszę, że tak się stało. Wspomniane przez Ciebie nieścisłości fabularne najprawdopodobniej doprowadzą mnie do szału, jednak wciąż jestem ciekawa tej pozycji. Już raz czytałam książkę z oblężeniem Leningradu ("Mrok i mgła" Stefana Türschmida), lecz tam był to raczej jeden z wielu faktów historycznych i nie wiódł w pozycji prymu. Chociażby dla porównania spróbuję swoich sił z Simons.

    OdpowiedzUsuń
  13. Po "Jeźdźca" sięgnęłam, bo wiele osób zachwalało, ale faktycznie po pierwszym tomie straciłam zapał do kolejnych części. O ile historia Leningradu była ok, to faktycznie głupota Tatiany była tak doskwierająca, że momentami miałam ochotę wyrywać kartki. No ale widocznie nie można mieć wszystkiego :P

    OdpowiedzUsuń

Dzień dobry (czy też dobry wieczór) drogi książkoholiku!
Każdy pozostawiony przez Ciebie komentarz to dla mnie ogromna dawka motywacji. Chętnie poczytam o Twoich przemyśleniach względem omawianej pozycji, postu, odpowiem na nurtujące Cię pytania, postaram się zrobić wszystko co w mojej mocy, by Ci pomóc!
Koniecznie pozostaw również link do swojej działalności internetowej.

Copyright © Szablon wykonany przez Blonparia