piątek, 27 marca 2015

Zac&Mia - A. J. Betts




„ODDYCHAĆ. SPAĆ. JEŚĆ. POWTÓRZYĆ.”

 Nie jestem fanką tej książki. Powiem to od razu, z góry, by uniknąć nieporozumień. I w sumie mogłabym na tym zakończyć, prawdopodobnie tworząc pierwszą w historii dwu zdaniową recenzję, co prawda treściwą, ale nie o to tu przecież chodzi. Są takie książki wobec których mam pewne oczekiwania, które mam nadzieję zostaną spełnione. Są takie, które je przewyższają, a są takie... no właśnie... jakie? Odpowiedź jest prosta; takie jak Zac&Mia, które po prostu są gorsze od moich wyobrażeń, które mnie rozczarowują i nie pozwalają mi zostać pochłoniętą przez opowiadaną przez nią historię.

„Trzecia to najgorsza godzina. Jest za ciemno, za jasno, za późno, za wcześnie. To wtedy przychodzą pytania, brzęczą jak muchy, obsiadają mnie jedno po drugim, aż mam ich pełną głowę.”

„17-letni Zac jest chory na raka. W zasadzie mieszka w szpitalu i z pełnym rezygnacji optymizmem znosi wszystkie niewygody takiego życia. Coś się zmienia, gdy do pokoju obok wprowadza się Mia – zadziorna, wściekła na cały świat fanka Lady Gagi. Bardzo wiele ich dzieli – w prawdziwym świecie pewnie nigdy by się nie spotkali. Tu jednak obowiązują inne reguły, więc ich relacja, rozpoczęta stuknięciem w ścianę, staje się coraz silniejsza. Pobyt w szpitalu wymaga odwagi, ale żeby z niego wyjść, potrzeba jej jeszcze więcej. Czy Zac i Mia spotkają się poza szpitalem – i już razem pozostaną?”

 Opis z tyłu książki ma utwierdzić nas w przekonaniu, że czeka nas przygoda porównywalna do tej pokazanej przez Johna Greena w jego kultowym „Gwiazd naszych wina”. Nie powiedziałabym. Spodziewałam się pełnej humoru, tajemnic szpitalnych pokoi, przepięknej relacji dwójki chorych ludzi oraz TEGO CZEGOŚ co sprawiłoby, że czytałabym tę książkę wiedząc, że jest jedyna w swoim rodzaju. Co dostałam? Irytującą główną bohaterkę, która koniec końców dorośleje, lecz uwierzcie mi potrzebowała na to niemal całej książki, przyjemnego głównego bohaterka, którego podejście do świata było zdecydowanie lepsze, adekwatne do sytuacji w, której się znajduje oraz historię, której podobały mi się tylko pierwsze rozdziały. Było tak jakby wraz z wyjścia ze szpitala głównego bohatera autorka nie wiedziała co dalej począć z tym rozpoczętym (tylko w teorii) romansem.

„Jest szybki. Był szybki. Wciąż muszę sobie przypominać, że oboje przerzuciliśmy się na czas przeszły.”

Ta książka starała się pokazać jak ludzie mierzą się z tą chorobą w zależności do tego czy dotyka ona ich samych, czy też ich bliskich. Jedni odnajdują swoje możliwości w statystykach, drudzy próbując się buntować, a życie ich bliskich nastawia się na jeden tor podporządkowany chorym osobom.

 Nie uważam nastolatków za mistrzów filozofii, rozmyślania nad własnym życiem, lecz nie uważam również by na podstawie przeżytych lat można przypisać ludzi do tych samych kategorii. Nastolatek; pobudzony hormonami młody człowiek nie mający wiedzy o świecie i Dorosły; który wie wszystko i zawsze ma rację. Nie zawsze tak jest i podobało mi się, że w GNW to właśnie zostało pokazane, że nastolatki też potrafią myśleć i mają swoje głębsze przemyślenia. W omawianej przeze mnie książce zobaczyłam inny rodzaj moich rówieśników i niezbyt przypadł mi on do gustu.. Brakowało mi również humoru, który osłodził by mi wlekącą się niemiłosiernie akcję.

„Teraz potrzebny mi jest plan D. D jak desperacja. D jak do, albo die.”

 Książka miała swoje plusy jak na przykłady niezwykłe cytaty, których kilka przedstawicieli możecie zauważyć w tej recenzji. Gdyby cała książka była taka jak zaprezentowane cytaty... moja ocena końcowa byłaby znacznie lepsza.

 Nie chcą również by koniec końców wyszło, że porównuję pod każdym względem tę książkę do dzieła Johna Greena, ponieważ tak nie jest. Samo dzieło tego autora niezbyt mnie do siebie przekonało za pierwszym podejściem, uważałam je za dobre, a nie wybitne jak zaznaczała większość. To natomiast nie przekonało mnie do siebie w ogóle.

 Zac&Mia to jak mam wrażenie książka o wielkim potencjale, który nie został wykorzystany choćby w połowie. Czekałam na wzruszającą podróż ku dorosłości i poznawaniu czym tak naprawdę jest życie, o jego docenianiu, a dostałam zwykłą historię miłosną, nieco przekoloryzowaną z bohaterką tak irytującą, że sama się sobie dziwię, że dotrwałam do końca.

Książkę oceniam na 4,5/10

9 komentarzy:

  1. Co, jak co, ale coś mnie ciągnie do tej książki

    OdpowiedzUsuń
  2. Zastanawiałam się nad kupieniem tej książki, ale chyba sobie odpuszczę. No cóż, Green'a nikt nie pobije. Chociaż ostatnio czytałam książkę "Eleonora & Park" (co oni mają z tymi "imiennymi" tytułami?) i byłam pozytywnie zaskoczona. Podobna w klimacie do książek Zielonego, ale oryginalna na swój sposób. Czytałaś może? Bo jeśli nie, to polecam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeszcze nie, lecz mam ją w planach na początek kwietnia ;) Już wiele dobrego słyszałam o tej książce, więc z niecierpliwością czekam, aż do mnie przywędruje c;
      Też się zastanawiam nad tymi imionami w tytułach! Niby najprostsze i coraz popularniejsze rozwiązanie, a jednak.. mimo wszystko posiada swój urok.

      Usuń
  3. Mnie książka się podobała bardziej niż GNW, choć mogłaby być lepsza. Wydaje mi się, że zawiodłaś się na niej ponieważ z góry założyłaś, co chcesz aby się tam znalazło :) Co do Mii, to uważam, że była bardzo ciekawą postacią :) Tak, była nieco irytująca, zbuntowana, zła na cały świat, za to co ją spotkało, ale nie zapominajmy, że była chora, a jej kontakt z matą nie należał do najlepszych. Zawalił jej się cały świat, szczególnie po operacji, kiedy została postawiona przed faktem dokonanym, który miał zmienić całe jej życie :) Oczywiście, szanuję twoją opinię, bo odbiory danych rzeczy, czy sytuacji lub same gusta są różne :)
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiście, że byłą chora, miała prawy do takich, a nie innych reakcji, lecz jej zachowania były nieodpowiedzialne, autodestrukcyjne i raniły bliskie jej osoby :)
      Być może tak zrobiłam, lecz oczekiwałam po prostu akcji mającej miejsce w szpitalu, a tu się okazało, że bohaterzy bardzo szybko z niego wyszli. Poza tym wydała mi się monotonna, a po wycięciu jej mniej więcej środkowej części wiele byśmy nie stracili :) Ale ile ludzi tyle opinii! c;

      Usuń
  4. Ja postanowiłam odpuścić. Szkoda tylko, że skoro tyle osób chwali, to książka powinna mieć niezwykłą okładkę, a ta trochę odstrasza

    OdpowiedzUsuń
  5. Zastanawiałam się nad tą książką, ale jeśli autorka nie wykorzystała potencjału, to może nie będę marnować na nią czasu?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zadecyduj sama, spróbuj, lecz jak dla mnie książka jest bardzo przeciętna, język autorki jest prosty, szybko się czyta, lecz historia wydaje się ciągnąć w nieskończoność... Wydarzenia są niekiedy dopisywane jakby od niechcenia. Niestety książka była trochę nieprzemyślana :c

      Usuń
  6. Jeszcze nie czytałam, ale przyznam, że mnie ciekawi. Jednak po Twojej opinii moja chęć nieco osłabła.

    OdpowiedzUsuń

Dzień dobry (czy też dobry wieczór) drogi książkoholiku!
Każdy pozostawiony przez Ciebie komentarz to dla mnie ogromna dawka motywacji. Chętnie poczytam o Twoich przemyśleniach względem omawianej pozycji, postu, odpowiem na nurtujące Cię pytania, postaram się zrobić wszystko co w mojej mocy, by Ci pomóc!
Koniecznie pozostaw również link do swojej działalności internetowej.

Copyright © Szablon wykonany przez Blonparia