środa, 11 lutego 2015

W śnieżną noc - Lauren Myracle, John Green, Maureen Johnson

 Czekałam, czekałam i czekałam, aż śnieg uraczy mnie swoją obecnością i będę mogła w pełni klimatycznym nastroju wziąć się za lekturę książki mającej dość sugestywnie, już w tytule napisany wymóg pogodowy. Do cierpliwych osób nie należę, w cuda od wielu lat nie wierzę, więc tak oto w tej (pięknej) wiosennej pogodzie zdam Wam relacji z mojej przygody z „W śnieżną noc”.

 Książka opowiada o trzech z pozoru nie związanych ze sobą historii młodych ludzi, dziecka, jednej dorosłej oraz jednej starszej pani, pewnej świnki o imieniu Gabriel i 14 cheerleaderek. Wszystkie zdarzenia opisane na kartach książki dzieją się w czasie największej od pięćdziesięciu lat śnieżycy, w okolicach Świąt Bożego Narodzenia. Głównym tematem przewodnim jest wszechobecna miłość, odnajdywanie drugiej połówki, nawet w chwili gdy przez całe życie była ona przez Tobą oraz o uczuciu, które potrafi wybaczyć wszystko...

 I w tym momencie na usta ciśnie mi się jedno słowo, w zasadzie dokończenie poprzedniego zdania z którego po dłuższym namyśle nie potrafię zrezygnować...

I CHEERLEADERKI.

 Tak, te pomponiaste, szczupłe, idealnie rozciągnięte, będące obiektem pożądanie każdego mężczyzny w wieku powyżej lat czternastu, dziewczyny. Bo co może być lepszego od dziewczyny umiejącej zrobić szpagata? No cóż autorzy tej książki stwierdzili, że chyba niczego takiego nie ma i postanowili w zimowy, świąteczny nastrój wcisnąć bandę pomponiarek, nie wiadomo komu i na co potrzebnych. Może mam złe pojęcie o głębi w książce i może one tak naprawdę niosły za sobą jakieś istotne przesłanie? Na przykład - dla cheerleaderek rzucamy wszystko, czy coś w tym stylu, albo i Ty możesz zostać cheerleaderkom!, lub - Widzisz cheerleaderkę?, rozbij samochód, zamarznij na śmierć, ale dotrzyj do pomponiastego szczęścia!
No cóż, ja w tym głębi nie widzę, tylko dużo pluszu.. i lateksu.

 W pierwszej historii poznajemy szesnastoletnią dziewczynę o imieniu Jubilatka, której rodzice w dzień przed Wigilią trafiają do więzienia. Za co zostali skazani?, spytacie. Za zamieszki przed sklepem sprzedającym pożądane, przez (jak się okazuje dużą) grupę ludzi, miniaturowe budynki. Dziewczyna nie mając zbyt wielu opcji, wyrusza w podróż pociągiem, by spędzić święta ze swoimi dziadkami. Zostawia jednak w mieście swojego ukochanego, Noah, za którym bardzo tęskni. W trakcie podróży jednak pociąg musi zatrzymać się na nie oczekiwanym postoju, ponieważ tory zostały zasypane, a możliwość ich odśnieżenia pojawi się dopiero kolejnego dnia. Zbuntowana nastolatka wyrusza w stronę pobliskiego miasta w poszukiwaniu cieplejszego niż pociąg miejsca oraz jedzenia. Już w tej historii pojawiając się cheerleaderki, które również postanawiają opuścić pociąg i wybrać się do pobliskiego baru, by poćwiczyć swój układ. W barze Jublikatka spotyka młodego mężczyznę, który proponuje jej pomoc... Co dzieje się dalej jest do przewidzenia, wspominać więc nie będę, a niedomyślnych, bądź ciekawych (czy też zdesperowanych) zapraszam do lektury. Mimo, że historii daleko do ideału, ta właśnie opowieść najbardziej przypadła mi do gustu. Była niekiedy zabawna, przyjemna, nieco poczułam ten zimowy klimat, a nawet i ten świąteczny! (Lepiej późno niż wcale, huh?) Bohaterowie byli bardzo schematyczni, aczkolwiek byli tymi, którzy w całej książce spodobali mi się najbardziej.

 Co do drugiej historii, najlepiej z szacunku do Johna Greena przemilczałabym całą sprawę i przeszła do następnego akapitu by móc krytycznie podejść do kolejnej, ostatniej już historii. Podjęłam się jednak recenzji, a więc opowiem Wam o części książki napisanej przez Greena. Trójka przyjaciół (dziewczyna, plus dwójka chłopaków), egzystująca również w czasie największego od pięćdziesięciu lat burzy śnieżnej niespodziewanie dostaje telefon od swojego przyjaciela, który pracuje w pewnym barze... Uświadamia ich o obecności pewnych uzbrojonych w pompony oraz kuse spódniczki dziewczyn, które bardzo chciałby koniecznie zagrać w... Twistera. I tak oto zaczyna się wyścig! Pretendentów do głównej nagrody, czyli obecności w barze, może być tylko dwóch, a w pogoni za cheerleaderkami wyjechały jeszcze dwa zespoły! Kto dotrze tam pierwszy? Kto zagra w Twister
To było... po prostu pozbawione jakiegokolwiek przesłania. Czytając tą część pragnęłam jedynie by się skończyła. Naprawdę. I na tym skończę... Mam wrażenie, że sam stworzony przeze mnie opis mówi dostatecznie wiele.

 Ostatnia historia, stworzona przez Maureen Johnson, była przeciętna. Była po prostu okey.
Opowiadała o pewnej nastolatce, która na jednak z imprez popełniła niewybaczalny błąd! Zdradziła swojego, skąpego w uczuciach chłopaka z gospodarzem przyjęcia. Oczywiście poinformowała o tym swojego partnera i poprosiła o ty by ten choć zgodził się z nią porozmawiać i dać jej szanse. Poprosiła go więc o spotkanie, na którym się nie zjawił, następnie nie dając nawet znaku życia. Cała historia skupiała się głównie na aspekcie cierpienia głównej bohaterki, które powiedzmy sobie szczerze do małych nie należało. Dziewczyna przefarbowała sobie włosy na różowo; to coś znaczy. Przyjaciele wypominają jej, że ta skupia się jedynie na sobie, zapominając o potrzebach przyjaciół, postanawia, więc wziąć się w garść i pomóc jednej z przyjaciółek, odbierając w czasie przerwy w pracy z sklepu zoologicznego jej mini świnkę. Tej jednak tam nie było... Tę historię przeczytałam najszybciej. Nie była wybitna, tak jak jej poprzedniczki, nie była bardzo dobra, ani też dobra, byłą przeciętna. Ot, historia do przeczytania przed snem.

 Jednym aspektem, który mi się spodobał w tej książce był fakt, że w kolejnych historiach przewijali się bohaterowie z poprzednich. Mam wrażenie, że dla czytelnika ten zabieg jest naprawdę przyjemny. Zobaczenie jakiejś postaci z innej perspektywy, uświadomienie sobie, że już kiedyś o nim czytał. Tak, to było fajne.

 Ogółem rzecz biorąc, nie polecam tej książki, szczególnie fanom Johna Greena. Mogą się zawieść brakiem przesłania i głębi, do której przyzwyczaił nas autor.

Książkę oceniam na 4/10

12 komentarzy:

  1. Bardzo się zawiodłam na Greenie przy okazji "Gwiazd..." i po tę ksiązkę nigdy nie zamierzałam sięgnąć. A wszyscy chwalili i zaczęłam się powoli przekonywać, ale wróciłaś mi wiarę w mój osąd :)

    OdpowiedzUsuń
  2. No, cóż ja tej książki aż tak krytycznie nie odebrałam. Kiedy była co prawda jakim arcydziełem, ale bardzo miło spędziłam przy niej czas :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie ciągnie mnie do tej powieści ;-)

    OdpowiedzUsuń
  4. Spodziewałam się wyższej oceny. Zastanowię się czy warto przeczytać tę książkę :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Chciałam kiedyś przeczytać tę książkę, ale po twojej recenzji nabrałam wątpliwości. Niby dużo dobrych ocen, ale jednak to zbiór trzech opowiadań... Jeszcze się nad nią zastanowię :)
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Trochę mnie zasmuciłaś swoją recenzją, gdyż nie myślałam, że ta książka może okazać się aż tak przeciętna. Ja co prawda już ją nabyłam, dlatego mimo wszystko zamierzam ją przeczytać.

    OdpowiedzUsuń
  7. zastanawiam się nad jej kupnem, ale nadal nie jestem pewna czy jest warto. :)
    a Twoja ocena tylko przekonuje mnie do banalności tej lektury.

    OdpowiedzUsuń
  8. Książka czeka chyba od dwóch miesięcy na przeczytanie, a mi ciągle nie po drodze do niej :D I widzę, że chyba wiele dobrego mnie nie omija, a wręcz przeciwnie

    OdpowiedzUsuń
  9. Ja jednak oceniłam najlepiej opowiadanie Greena i wcale się nie zawiodłam. Widać ile gustów, tyle opinii. Pozdrawiam :)

    PS. Dziękuję za udział w konkursie.

    OdpowiedzUsuń
  10. Dla mnie książka całkiem przeciętna, dużo naczytałam się, że wprowadza w klimat świąt, czego ja nie wyczułam :) Nie było tam opowiadania, które lubiłam bardziej od innych, bo żadne mnie nie poruszyło :) Co prawda oceniam ją nieco lepiej niż ty, to mimo to uważam, że nie jest to lektura obowiązkowa :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Greena nie lubię. Nie lubię jego historii, bo w wielu przypadkach w połowie książki mam ochotę rzucić nią o ścianę. Chyba żadnej jego książki nie doczytałam, koniec końców. Akurat tego opowiadanie przeczytałam z tego "zbioru", chociaż okładka mnie odrzuciła. A opowiadanie wyjątkowo kiepskie.

    OdpowiedzUsuń
  12. Ja też chciałam, żeby opowiadanie Greena się skonczyło. Było okropne, ale pozostałe mi się podobały. ;) Fajnie wprowadzają klimat świąt.

    OdpowiedzUsuń

Dzień dobry (czy też dobry wieczór) drogi książkoholiku!
Każdy pozostawiony przez Ciebie komentarz to dla mnie ogromna dawka motywacji. Chętnie poczytam o Twoich przemyśleniach względem omawianej pozycji, postu, odpowiem na nurtujące Cię pytania, postaram się zrobić wszystko co w mojej mocy, by Ci pomóc!
Koniecznie pozostaw również link do swojej działalności internetowej.

Copyright © Szablon wykonany przez Blonparia